Krzemowe kostki, czyli jak komputery zjadły RPG

Kiedy byliśmy szczylami zupeł­nymi (pierw­sze dwie klasy pod­stawówki), zagrywaliśmy się w Talizman, wtedy znany jedynie jako Magia i miecz. Gra wciągała, ale z czasem zaczęliśmy szukać odmiany. Advan­ced Dun­geons & Dragons okazało się strzałem w dziesiątkę, przy­naj­mniej na jakiś czas.

Nie­długo póź­niej zaczęliśmy swoje pierw­sze eks­perymenty z poważ­nymi RPG. Eks­perymenty to dobre określenie, bo pierw­sze spo­tkania dziesięciolat­ków z odbitym na ksero pod­ręcz­nikiem do War­ham­mera (po angiel­sku) były dość nieporadne.

Szybko jed­nak roz­kręciliśmy się na tyle, że granie nie wymagało już posił­kowania się słow­nikiem (jeśli chodzi o angiel­ski, to wszyscy byliśmy samoukami). W 1991 pojawiły się kserówki z tłumaczeniem Cyber­punka 2020. Na jakiś czas War­ham­mer poszedł w odstawkę — przy­naj­mniej jeśli chodziło o gry fabularne, bo figurki do bitew­niaka skutecz­nie uszczuplały skromne zasoby finan­sowe całej grupy.

Oczywi­ście grywaliśmy rów­nież na kom­puterze, ale ówczesne RPG dzieliły się na te z fabułą (jak np. Kult) i na te z tabel­kami (jak Eye of the Behol­der). Nikomu wtedy nie przy­szło do głowy kojarzyć role-play’u z paskiem doświadczenia.

W papierowe gry fabularne graliśmy dużo i często, bo nie mieliśmy prak­tycz­nie żadnych obowiąz­ków. W naszym reper­tuarze gościły kolejne sys­temy (Zew Cthulhu, Wam­pir: Maskarada), było dobrze. Gdzieś w tam­tym czasie, na łamach pisma Magia i Miecz, pojawił się dziwoląg, który według obec­nych stan­dar­dów ktoś nazwać mógłby klasycz­nym RPG: Krysz­tały Czasu. Po raz pierw­szy postać mistrza gry została sprowadzona do roli krupiera, który miał jedynie pil­nować, by akcje graczy były zgodne z odpowied­nimi tabel­kami. Po jed­nej sesji daliśmy sobie spo­kój i wróciliśmy do tradycyj­nych systemów.

Nie­stety, pod koniec pod­stawówki grupa się roz­padła i na jakiś czas szlag trafił granie. Kolejną ekipę znalazłem dopiero rok póź­niej. Pograliśmy razem nie­mal trzy lata, po czym nasze drogi się rozeszły.

W tym czasie kom­puterowe gry RPG poszły naprzód. Diablo stało się kamieniem węgiel­nym gatunku hack&slash, jed­nak z grami fabular­nymi nie łączyło go zbyt wiele. Za ciosem poszły jed­nak genialny Fal­lout oraz Wrota Bal­dura, które wielu stawia za przy­kład RPG ideal­nego. Ci ostatni chyba nie wiedzą, że praw­dziwa perełka ukazała się dopiero w roku kolej­nym. Mowa oczywi­ście o Planescape: Tor­ment, który w cudow­nie odświeżający spo­sób zerwał z klasycz­nie poj­mowanym światem fantasy.

Mijały lata, a mi coraz trud­niej było wrócić do papierowych RPG. Zdecydowana więk­szość napo­tkanych graczy zdawała się trak­tować gry fabularne jak salonową wer­sję Diablo. Nie było już istotne, w jaki sys­tem gramy. Liczyło się to, żeby mieć wysokie wszyst­kie statystyki na kar­cie postaci. Nade­szły czasy, kiedy każdy rybak znał kung-fu, każdy chłop pisał w minimum trzech językach, a naj­częst­szym pytaniem do mistrza gry stało się kiedy będziemy zabijać potwory?

Innymi słowy historia zatoczyła pełne koło. Papierowe RPG wróciło do mojego punktu wyj­ścia, czyli ADnD. Kom­putery pozbawiły RPG dwóch pierw­szych literek, została sama gra. Gra w licytowanie się na statystyki i dys­kutowanie z mistrzem gry na temat tego, czy poziom 9 danej cechy oznacza już megazajebistość, czy może warto jesz­cze rzucić kostką.

Na szczę­ście nie­które historie mają szczęśliwe zakoń­czenia i za namową swojej wspaniałej kobiety wracam powoli do grania w środowisku graczy, którzy cenią sobie rów­nież fabułę. Którzy potrafią rzuty kostką ograniczyć do absolut­nego minimum i prowadzić przy­gody w duchu pod­ręcz­nika, a nie trak­tując dosłow­nie każde jego zdanie. Męczymy nawet Google Wave z Ciepłym i Zenem, próbując użyć go jako plat­formy do grania. A nuż uda się wziąć odwet na kom­puterach? Jest nadzieja.

Intencją tej notki jest zapobieganie głupocie

Za VaGlą:

Uważ­nie śledzę Wasze opinie, komen­tarze, pytania i wąt­pliwo­ści. Zdecydowałem, że jesz­cze raz przyj­rzę się projek­towanej ustawie. Inten­cją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywania Inter­netu do roz­po­wszech­niania por­nografii dziecięcej, oszustw finan­sowych czy nie­legal­nych gier hazar­dowych, a nie ograniczanie wol­no­ści w sieci. Spróbujmy to razem pogodzić. W związku z tym zapraszam Was do debaty, która odbędzie się w przy­szłym tygodniu.

List premiera do inter­nautów (wyróż­nienie moje)

Pytam się tedy, czy inten­cją rządu pana Tuska jest mord? Wszak nie zabronił on sprzedaży tasaków, pił, bejs­boli, szpikul­ców do lodu, noży, a nawet widel­ców. To nie do pomyślenia, zupeł­nie jak gdybyśmy chcieli ułatwiać mor­der­com życie.

Zapytuję, czy inten­cją rządu pana Tuska jest może gwałt? Parki nie wykar­czowane, brak nakazu palenia światła przez całą dobę, w aptekach nadal sprzedają prezer­watywy, a w pobliskim sklepie widziałem spodnie z roz­por­kiem na suwak. To wszystko prze­cież okolicz­no­ści mogące się przyczynić.

Roz­darty wobec tych obser­wacji, wąt­pię ostatecz­nie, czy rząd pana Tuska planuje prze­ciw­działać włamaniom. Łomy nadal bez zezwolenia, dorabianie kluczy dostępne dla ludu, a w Tesco sprzedają druciane wieszaki. Mało tego, dożyliśmy czasów, w których do kamienicy można wejść bez uprzed­niej rewizji osobistej.

Ludzie, czy wyście na łeb upadli?

Kolejny film: Avatar

Tak, to znów ten czas, kiedy wracam z kina. Tym razem, za namową wielu, udaliśmy się obej­rzeć kolejną ofiarę Jamesa Camerona, czyli człowieka, który nie zrobił dobrego filmu od czasów Obcego i Ter­minatora. Tak, wiem, że nie­którym podobały się rów­nież jego póź­niej­sze dzieła, ale jakoś nigdy nie byłem fanem muzyki Celine Dion.

Żeby zaosz­czędzić czasu, zacznę od marudzenia, a potem sobie pooglądacie dla rów­nowagi puchate króliczki w inter­necie i świat znów stanie się piękny. Na początek kwestia techniczna.

Drodzy fil­mowcy, oko ludz­kie samo doskonale radzi sobie z ograniczaniem głębi ostro­ści. Rozumiem, że nie stać was na precyzyjne ren­derowanie kilometr w głąb sceny, ale jeśli roz­myte jest 90% pierw­szego planu i do ostrego widzenia konieczne jest skupienie się na nosie głów­nego bohatera, to zamiast rewolucji zafun­dowali­ście widzom pieprzony ból głowy.

Lep­sze efekty 3D mieliśmy na domowych pecetach w 2004 roku. Za dowód niech posłuży fakt, że wtedy potrafiłem bez cienia migreny spędzić 24 godziny w tak zwanych shut­ter glas­ses przy par­tyjce Operacji Flash­point (z 2001 roku!). A zapew­niam, że prócz okularów powodów do migreny mieliśmy całą skrzynkę.

Co zaś się samej fabuły tyczy, naj­krót­sza recen­zja Avatara, jaką znam, to Pokahon­tas w kosmosie. Coś w tym jest, mi jed­nak upar­cie kojarzył się inny film:

Cała reszta to muzyka z Króla lwa czy innej Księgi dżun­gli oraz prze­mowy aż proszące się o łopoczącą w tle flagę USA. Disney pełną gębą. Jeśli ktoś po wizycie w kinie spo­dziewał się rewolucji, to chyba po nie­świeżym popcornie.

Django: szybszy SQLite do testów

Domyślna kon­figuracja SQLite każe mu syn­chronizować plik bazy po każ­dej operacji. W środowiskach testowych nie musimy się mar­twić o spój­ność danych w wypadku awarii, poniżej zamiesz­czam więc bac­kend pozbawiony zbęd­nego narzutu:

from django.db.backends.sqlite3.base import (
    DatabaseWrapper as Sqlite3Wrapper,
    DatabaseError,
    IntegrityError,
    DatabaseFeatures,
    DatabaseOperations,
)

class DatabaseWrapper(Sqlite3Wrapper):
    def _cursor(self):
        new_conn = self.connection is None
        cursor = super(DatabaseWrapper, self)._cursor()
        if new_conn:
            cursor.execute('PRAGMA synchronous=OFF')
        return cursor

W przy­padku projektu, nad którym właśnie pracujemy, czas prze­budowania bazy od nowa na par­tycji XFS spadł z pół­torej minuty do pięciu sekund.

Sherlock House i doktor Wilson

Właśnie wróciliśmy z seansu naj­now­szego Hol­mesa. Wróć, Sher­locka. Zanim jed­nak zacznę tor­turować ofiarę — prezent dla zmotoryzowanych: tylko teraz razem z poniż­szym tek­stem otrzymasz nowiut­kie spoilery. Czas promocji ograniczony!

Zostali­ście ostrzeżeni.

Już od pierw­szych kilku minut filmu staje się jasne, że główny bohater nie ma nic wspól­nego z miłym panem w kraciastej czapce, jakiego znamy. Ma za to cięty język, krótki zarost i współ­lokatora, z którym robią sobie na złość, a którego związki nisz­czy z lubo­ścią. Do tego nie radzi sobie z kobietami, pije i zamyka się w sobie, kiedy tylko zabrak­nie mu ciekawych przy­pad­ków. Brzmi znajomo?

I tak pozostaje przez cały film. Ale to jesz­cze nie koniec nowego image’u, bowiem skąd miałem wiedzieć, że ten gość to jakiś cholerny cygań­ski Muham­mad Ali?

Nie, nie pomyliłem filmu.

Czy to zły film? Pew­nie nie. Czy to zły Hol­mes? To jest tragiczny Hol­mes — sprowadzony do postaci kolej­nego Indiany Jonesa. Wła­ściwie to jest to wzorowy Indiana Jones. Źli dostają po ryjach, główny zły nosi płaszcz Gestapo, a w całym fil­mie nie ma ani śladu kosmity. Fanom powie­ści detek­tywistycz­nych polecam w zamian wypożyczyć nie­do­ścigniony dotąd Vidocq z 2001. roku.

Dla programistów: M+ MN Type-1

Cóż porabia w dzisiej­szych czasach programista? pytacie mnie w roz­licz­nych listach, jakie nie­ustan­nie docierają na adres redak­cji. Wydaje się, że naj­wier­niej­szymi fanami są pan Urząd Skar­bowy oraz pan Zakład Ubez­pieczeń Spo­łecz­nych. Drodzy Urzędzie i Zakładzie, szukałem fontów.

Czcionek! — wyczuwam oburzenie rodzące się w głowie pana w drugim rzędzie, który po chwili jed­nak pąsowieje, przy­pominając sobie, że czcionką nazywamy fizyczny nośnik kroju. Taką, par­don, metalową wer­sję połówki ziem­niaka — zupeł­nie niein­for­matyczny temat, nieprawdaż?

Fon­tów szukałem w celach bar­dziej naukowych, niż artystycz­nych czy użyt­kowych, jed­nak poszukiwania te przyniosły dość nieoczekiwany rezul­tat. Postanowiłem mianowicie odświeżyć swoją znajomość z rodziną M+, którą zapewne wszyscy doskonale znacie.

Tu następuje dramatyczna pauza, dzięki której wszyscy słyszą, kto w pośpiechu nad­rabia zaległości…

Teraz już wszyscy zdecydowanie kiwacie głową, dys­kret­nie zer­kając, czy koleżanka przy biurku po prawej domyśla się prawdy, a ja wprawiam was w więk­sze jesz­cze zakłopotanie, przy­pominając, że chodzi o programistów. Postanowiłem mianowicie tytułowego M+ MN Type-1 użyć w charak­terze sys­temowej czcionki o stałej szeroko­ści. Efekt? Pierw­sze objawy uzależnienia.

Zobacz­cie zresztą sami (pionowa linia wyznacza granicę 80 kolumn):

Dla porów­nania Droid Sans Mono:

Toż to wygląda, jak moje pierw­sze ATARI zakrzykną na widok drugiego obrazka ci bar­dziej spo­strzegaw­czy, a słusz­no­ści ich słowom odmówić nie spo­sób. Idź­cie przeto i krzew­cie dobrą nowinę pośród ludu swego. Czyż nie zostało bowiem powiedziane poznasz programistę złego po roz­lazłym fon­cie jego?

Styczniowe zmiany w Centrum Faktur

CentrumFaktur - Faktury i oferty. Lepiej.

Dzisiaj — dokład­nie miesiąc po ostat­niej aktualizacji — udostęp­niliśmy kolejną aktualizację Cen­trum­Fak­tur. Między innymi pojawiły się fak­tury zalicz­kowe, o które część z was prosiła.

Więcej infor­macji na blogu Mirumee. A teraz, jako że nadal nie jestem wła­ścicielem Cen­trum­Fak­tur, czas usiąść do kolej­nego projektu.

Cmentarnie: GRUBGRUB2

Wczoraj, za namową qwiata, zrobiłem kolejną przy­miarkę do drugiego wcielenia GRUBa. Tym razem zakochałem się nie­mal i nie chcę za nic wracać.

Automatyka wykrywająca kon­figurację PLD działa znakomicie, a po napo­tkanych daw­niej błędach w okolicach obsługi LVM nie pozostał nawet ślad. Na popar­cie swojego stanowiska wspo­mnę tylko, że dziś rano, pierw­szy raz od lat, pozbyłem się par­tycji /boot. Dotąd musiałem trzymać osobną, 30-megabajtową par­tycję na ext2, gdyż pierw­sze wcielenie GRUBa nie radziło sobie ani z xfs, ani z LVM.

Howto

Instalacja:

# grub-install /dev/sda
# grub-setup '(hd0)'
# update-grub

Po zmianie jądra:

# update-grub

Ten ostatni krok już nie­długo stanie się zbędny.

Jeśli ktoś jesz­cze zwleka, to naprawdę nie ma na co czekać. Oczywi­ście, są jesz­cze użyt­kow­nicy LILO, ale ich szanujemy. Jeśli pozostałe projekty GNU będą roz­wijać się tak pręż­nie, to są szanse na używalną wer­sję HURD jesz­cze zanim prze­pełni się 32-bitowy znacz­nik czasu ;)

Życzenia na nowy rok

Jak wszyscy, to ja też. Tylko nieco bar­dziej przy­ziem­nie. Nie życzę sobie nowych star­tupów, chrupiących pod­kładek i web3.0.

Chciał­bym przede wszyst­kim, żeby nasze wspaniałe prawo zaczęło nadążać za realiami, a nie tylko szukać nowych stanowisk pracy dla urzęd­ników. Żeby prawodawcy obudzili się jutro z potęż­nym kacem i w chwili reflek­sji pomiędzy Ibupromem a sedesem zadali sobie jedno zajebi­ście ważne pytanie: po jaką cholerę?

  • Dlaczego fak­tura elek­troniczna wymaga pod­pisu kwalifikowanego, gdy na papierowej nie potrzeba nawet pieczątki?
  • I po co nam instytucja fak­tury elek­tronicz­nej, wszak istotę fak­tury VAT stanowi jej zawar­tość, nie forma. Czy powin­niśmy spo­dziewać się oddziel­nej regulacji fak­tury na różowym papierze z logo firmy w prawym gór­nym rogu?
  • Po co nam imienny cer­tyfikat przy składaniu podań? Prze­cież to sprzętowy odpowied­nik pod­pisu potwier­dzonego notarial­nie (choć ustawa jest innego zdania, bo notariusze z czegoś żyć muszą), a wymagamy go w miej­scach, które tradycyj­nie parafuje się roz­mazanymi bazgrołami.
  • Dlaczego jed­nostki pań­stwowe i pod­ległe resor­tom pań­stwa demokratycz­nego, finan­sowanego z moich pieniędzy, mogą legal­nie zamówić oprogramowanie z wyłącz­nym prawem użytku (co powoduje, że dwa resorty płacą dwa razy za to samo)?
  • Dlaczego w ogóle wolno im zamówić wykonanie oprogramowania od pod­staw w taki spo­sób, że pań­stwo (nawet sama instytucja rządu, nie wspominając o obywatelach) nie posiada żadnych praw do dys­ponowania powstałym w ten spo­sób kodem? Czy da się ich ustawowo zmusić do użycia jed­nej z licen­cji zaak­cep­towanych przez OSI?
  • Czemu każdy urząd — nawet w wer­sji elek­tronicz­nej — wymaga ode mnie podania wszel­kich danych osobowych do pokolenia wstecz, pod­czas gdy jedna z pierw­szych rubryk to PESEL? Czy w dobie szczegól­nej ochrony danych osobowych każdy urzęd­nik musi wiedzieć, gdzie miesz­kam i jak ma na drugie imię mój ojciec? I czemu zaraz obok pola na PESEL muszę podać datę urodzenia?

Wstęp do kultury: nie drzyj mordy

Jest sobie mielonka i jest mielonka. Rzadko trafia mi się spam tak bez­czelny, jak ten, który otrzymałem już po raz drugi w ciągu ośmiu godzin. W pierw­szym zdaniu czytam:

PROSZĘ O PRZEKAZANIE NINIEJSZEGO LISTU OSOBIE DECYDUJĄCEJ W PAŃSTWA FIRMIE O SPOSOBACH POZYSKIWANIA KLIENTÓW DLA WASZEJ AGENCJI

To ci nowa kul­tura — nawet dziwka powie dzień dobry zanim wypnie dupę. To, że jestem osobą prywatną i żadnej działal­no­ści, tradycyj­nie nikomu nie prze­szkadza. Patrzę tedy, któż mi takie ścierwo pod­rzuca. I co widzę?

Marian Tuleja, puł­kow­nik… wróć! Sybilla Malina Wąsow­ska, copyw­riter. O r’lyeh? Tak oto wygląda bowiem reszta owoców pracy zawodowego kopyraj­tera (z zachowaniem pisowni i składu):

Szanowni Pań­stwo, jestem w posiadaniu interesujących moim zdaniem baz danych (wyspecyfikowane poniżej). Na początku listy wypisane są bazy, którymi z pew­no­ścią powinni być Pań­stwo zainteresowani:)

Naj­więk­sze kon­cerny w Pol­sce, 1029 rekor­dów, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 1029
far­maceutyczne kon­cerny, 339 rekor­dów, imię i nazwisko osoby decyzyj­nej, adres email bez­pośredni do niej i nazwa firmy 339
kon­cerny i firmy (głów­nie żywno­ściowe), 3217 rekor­dów, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 3217
producenci i dys­trybutorzy ener­gii 6414
spółki akcyjne 1172 rekordy, tylko adres email 1172
producenci produk­tów dla kobiet 3710 rekor­dów, tylko adres email 3710
media i wydaw­nic­twa 1266 rekor­dów, tylko adres email 1266
urzędy miast i gmin 528 rekor­dów, tylko adres email 528

drukar­nie nie­miec­kie 2641
drukar­nie pol­skie 13168
drukar­nie szwedz­kie 2910

adwokaci, 230 rekor­dów, tylko adres email 230
biura podat­kowe, 6117 rekor­dów, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 6117
deweloperzy 822 rekordy, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 822
elek­troin­stalatorzy 4282 rekordy, dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 4282
firmy mazowiec­kie i z wojewódz­twa śląskiego, 9672 rekordy, tylko nazwa firmy i adres email 9672
hotele 2377 rekor­dów, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 2377
hur­tow­nie elek­troin­stalacyjne 1407 rekor­dów, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 1407
instalatorzy 1592 rekordy, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 1592
kul­tura agen­cje artystyczne i even­towe 4673 rekor­dów, tylko adres email 4673
nie­sklasyfikowane 16932 rekordy, tylko adres email 16932
polityka sprawy spo­łeczne 750 rekor­dów, tylko adres email 750
Producenci tablic 266 rekor­dów, pełne dane teleadresowe ale bez nazwisk osób decyzyj­nych 266
Projek­tanci 6571 rekor­dów, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 6571
Spół­dziel­nie miesz­kaniowe 1486 rekor­dów, pełne dane teleadresowe 1400
Stacje obsługi 3257 rekor­dów, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 3257
szkoły wyż­sze 514 rekor­dów, tylko adres email 514
webmastrerzy i agen­cje interak­tywne 779 rekor­dów, tylko adres email 779
Wodociągi 2010 rekor­dów, pełne dane teleadresowe wraz z imieniem i nazwiskiem osoby decyzyj­nej 2010
architekci 3223
biura projek­towe 10616
drewno klienci koń­cowi 719
drewno maszyny do obróbki przed­stawiciele 259
metal klienci koń­cowi 968
metal maszyny do obróbki przed­stawiciele 267
tworzywa sztuczne maszyny przed­stawiciele 186
zachod­niopomor­skie kom­putery 705

Się znamienita copyw­riterka napracowała, prawda? Nominacja do Pulit­zera to tylko kwestia czasu, kiedy spam dotrze do komisji. Na koniec zaś próba udowod­nienia, że powyż­sze nie stanowi oferty:

Czy chcieliby Pań­stwo otrzymać ofertę cenową na zakup powyż­szej bazy?

Wiesz co? Odpowiem kolej­nym cytatem z Ciała: idź przy­pudrować nos.