Swego czasu pisaliśmy w robocie taki skrypt do automatycznego backupu danych. Ot wywołanie partimage w trybie wsadowym, żeby się połączył z serwerem i zrzucił obraz partycji. Żadna filozofia. Skrypt dodatkowo zakładał w / symlink o nazwie backup, coby nikomu nie przyszło do głowy w tym czasie mieszać w poldku czy rpm-ie. Wszystko działało cacy, skrypt był wołany z crontaba, zakładał swój symlink, czekał 10 czy 15 minut i zaczynał backup. Wszystko było na dobrej drodze do sukcesu, ale…
Ale katastrofa zaczęła się właśnie od tego kilkunastominutowego oczekiwania. SynPrezesa™ nie mógł przeczekać tych paru minut, więc zabił skrypt z palca. Oczywiście pozostał prowadzący do nikąd symlink w głównym katalogu. Co więc zrobił? Włączył midnighta, przeszedł na koniec listy plików i katalogów w /, gdzie znajdował się nasz nieszczęsny link, coś tam powciskał i już po chwili nie było… /bin (!). Jak wiadomo, klawisze Home i F8 są tak blisko siebie, że czasem człowiek się pomyli i wciśnie dwa na raz ;D.
Morał: rm -f /backup nigdy cię nie zawiedzie, nie ufaj mc i synom wysoko postawionych osób :).
Rano przychodzimy do biura, okazuje się, że komputer, na którym pracował syn prezesa, jest w całkowitej rozsypce. Brakuje zasilacza, połowy pamięci, karta graficzna leży w środku luzem. Spalił się w domu komputer i trzeba było podmienić. Ale brakuje też dysku z innego serwera, który podłączony był tam tylko tymczasowo.
Przychodzi syn prezesa. Kulturalnie zadałem pytanie o brakujący dysk. W odpowiedzi usłyszałem “a, zapomniałem go wyciągnąć”. Po chwili syn prezesa dodał “a w ogóle to potrzebny wam ten dysk, bo ja bym go sobie wziął do domu”. A ja, naiwny, myślałem, że komuna umarła.
Ustroń, 8, 9, 10 października 2004
Koszt ~ 120 PLN
Oficjalna strona: tutaj.
W okolicach lutego w firmie spalił się serwer. Poszła płyta główna. Komputer miał iść do naprawy, miał się tym zająć syn prezesa. Zabrał serwer do serwisu, po czym zadzwonił do firmy z informacją, że nowe części będą kosztować ponad półtora tysiąca. Wierutna bzdura, bo wszystko na gwarancji i nie miało nawet pół roku. Prezes się na taki wydatek nie zgodził, a serwer zniknął z firmy całkiem (!). Dzisiaj pojawia się syn prezesa i mówi, żebym mu przydzielił IPka z wyjściem na świad na DHCP. Chciałem zobaczyć, co to za nowy wynalazek przytaszczył do firmy, a tu niespodzianka… mój serwerek, z tym, że teraz nazywa się już komputerem sąsiada-syna-prezesa. Ktoś pracuje w gorszych warunkach?
Dzwoni telefon. Odbieram, dzwoni były pracownik biura. “Nie masz może przypadkiem przy sobie pirackiego Windowsa XP?”. Jak wiadomo, każdy człowiek nosi przy sobie pirackiego Windowsa, w każdej dostępnej na rynku wersji. Zwłaszcza do firmy, gdzie wszystko działa na Linuksie. :D
Jeśli ktoś zna jakieś mądrze brzmiące i nic nieznaczące sformułowania z dziedziny informatyki, to zapraszam do współpracy. Szef zażyczył sobie plan moich zadań na tydzień na przód. Oczywiście stanowisko takie, że nie mam pojęcia, co będę robił jutro, ale coś napisać trzeba. Co ciekawe, muszę też napisać, w jakich godzinach poszczególne zadania bedą się zawierać. Jakieś sugestie? Może “przygotowanie systemu automatycznej kontroli asercji na poziomie submodułów ładowalnych pośrednio w jądrach rodziny 2.6.x”? Fajnie się nazywa? A ile to godzin może zająć? Pięć? Dobrze, piszemy osiem. ;)
Praca na stanowisku administratora sieci linuksowej to nie żadna bułka z masłem. Na człowieka spada potężny ciężar odpowiedzialności. Na ten przykład właśnie skończyłem pisać moduł do osCommerce pokazujący (sic!) status ludzi na GG. Nie pytajcie, jak to się ma do administracji siecią, ale takie czasy, że człowiek nie wybrzydza. Jak się postawi w prywatnej firmie szefowi i powie, że to nie jego działka, to może sobie powolutku nowej posady szukać. Poza tym, jakoś leci.
Weekend był cholernie długi. Całe 3 dni. Ale w końcu nie mam na co narzekać. To mój pierwszy wolny weekend od miesiąca.
Dziś znów w pracy, na dobry początek telefon na przebudzenie i “możesz przyjechać wcześniej, serwer poczty nie działa?”. Rewelacja.
Do tego jest gorąco, duszno, a sytuację ratuje tylko ustawiony na mnie wielki wiatrak Airmate. Brakuje klimatyzacji do kompletu. Zastanawiam się, kiedy serwery zaczną się gotować, bo nie wolno nam zostawiać otwartych okien na czas zamknięcia biura.
Z tej okazji mogłem sobie pospać do 12, ledwo żyję i nic mi się nie chce. Ale za to mogę z kuchni do pokoju chodzić bez paszportu. Antyglobalistów pewnie szlag trafia ;).
Ostatnie komentarze