Cóż, zaczy­na­łem pracę w fir­mie jako pro­gra­mi­sta. Moje obo­wiązki były wyraź­nie roz­pi­sane, roz­li­czano mnie z ter­mi­nów, wszystko było ok. Póź­niej firma zapro­po­no­wała mi pracę na jakże zaszczyt­nym sta­no­wi­sku admi­ni­stra­tora. „Prawa ręka Boga” — pomy­śla­łem, jako fan dość popu­lar­nej w inter­ne­cie serii BOFH. Zgo­dzi­łem się, od tego czasu mam napi­sane w umo­wie „administrator/programista”. Jak widać, celem uła­twie­nia mi asy­mi­la­cji w nowym środo­wi­sku i wśród nowych obo­wiąz­ków, firma wyka­zała się gestem i choj­nie obsy­pała mnie nowymi obo­wiąz­kami, nie usu­wa­jąc sta­rych, z któ­rymi zdą­ży­łem się już tak dalece zaprzy­jaź­nić. Od tego pamięt­nego dnia miast cią­gnąć jeden wózek, pcham dwa. Ter­miny reali­za­cji ato­mo­wych zadań nie ule­gły wydłu­że­niu, nad­go­dzin jak nie było, tak nie ma (przy­naj­mniej w mnie­ma­niu firmy, bo wycho­dze­nie z pracy po 23 nie należy do rzad­ko­ści, w prze­ci­wień­stwie do wycho­dze­nia przed 22). Podwójne życie, niczym super­bo­ha­te­ro­wie komik­so­wych serii z lat dzie­ciń­stwa. Za dnia pro­gra­mi­sta, nocami admi­ni­stra­tor. Dr. Jac­kyl & Mr. Hyde.

Dziś wspa­nia­ło­myśl­ność firmy kolejna raz była roz­warła przede mną swe wrota. Kop­nął mnie kolejny zaszczyt, niczym ochot­ni­cza służba woj­skowa uzna­nego świa­to­wej sławy stra­tega, gene­rała Koniecz­nego. W jed­nym z naszych skle­pów inter­ne­to­wych mia­no­wano mnie webad­mi­nem. Order gdzieś zagi­nął, dyplo­mik pew­nie przyj­dzie pocztą. Do moich nowych obo­wiąz­ków należy mię­dzy innymi „obróbka zdjęć pro­duk­tów, wygląd kore­spon­den­cji”. „Toż to nudne” — mógłby ktoś rzec. Uprze­dza­jąc jed­nak zbędną reto­rykę, zarząd posta­no­wił uroz­ma­icić mi pracę. W natłoku wol­nego czasu aż trudno się zre­lak­so­wać. Od teraz bowiem odpo­wia­dam też za wpro­wa­dza­nie zawar­to­ści pli­ków .doc na stronę jed­nego z naszych klien­tów, maga­zynu spor­to­wego. A strona ta mroczna oparta jest na wie­dzy tajem­nej i mistycz­nym PHP-Nuke, postra­chu wsze­la­kiej maści dwu– i czte­ro­ko­pyt­nych, któ­rzy mają jakie­kol­wiek poję­cie o HTML.

Amen.