Lepiej być nie może. W ICenter pracuję właśnie nad nowym modułem do swojego CMS, z Activnetem buduję system webowy do zarządzania produkcją w jednej z włoskich fabryk, Techland zamówił u mnie strony dla dwóch nowych gier. Wszystko pięknie.
We wtorek komputer spowolnił do żółwiego tempa. Mysz poruszała się w trybie skokowym, wskaźniki obciążenia twierdziły, że przeciętnie wynosi 15%, dmesg milczał niczym grób (nie mylić z Grubem). Odpaliłem top i ustawiłem opóźnienie odświeżania na 0,1 sekundy. Winnym okazał się hald, który generował szpilki po 100%. Ki czort? Ustaliłem, że proces zaczyna się od apletu monitorującego stan akumulatora - każde pytanie o stan powodowało zatkanie się systemu, co więcej, to samo powodowała próba czytania z /proc/acpi, więc problem nie leżał po stronie demona HAL.
Wyjąłem przeto akumulator, a problem mój jako objawił się był błyskawicznie, tako też zniknął. Ponowne podłączenie winnego pozwoliło odczytać producenta i typ, jednak napięcie znamionowe, poziom naładowania i pozostałe wskaźniki pozostawały dla systemu zagadką. Powróciła czkawka systemu. Sprzęt na gwarancji, więc kiedyś się odda, póki co - komputer potrzebny mi jest bez przerwy.
Dziś spotkała mnie niespodzianka dalece bardziej niemiła. Próba włączenia laptopa zakończyła się na komunikacie układu SMART, który w wypowiedzi tyle lakonicznej co smutnej, poinformował mnie, że dysk mogę sobie przerobić na przycisk do papieru. 40 gigabajtów pracy i zabawy przesunęło się w odmęty niebytu.

To boli - nie zazdroszczę…
i właśnie dlatego piekło musiało by się zamrozić żebym kupił PCtowego Laptopa.
Ajwaj, to aż taka jatka.. =(
Współczucia, sprzęt na gwarancji to jedno, ale dane to zupełnie inne kalosze…
Movi - z tego rozumiem, że makówki się nigdy nie psują? :)
aj, współczuje dysku… Backupy masz chociaż porobione?
Dane danymi, kod można napisać od zera. Problem w tym, że nie mam komputera, na którym mógłbym to zrobić (notebook to moja jedyna stacja robocza), a terminy lecą.
A co do jabłek - wczoraj kumplowi padł PowerBook G4.
Tak mi się pomyślało - jeśli "tylko" dysk umarł, a do naprawy nie wzięli Ci całego notebooka, to może da się podłączyć sam "desktopowy" dysk? Widziałem gdzieś przelotki do podłączenia dysku notebookowego do desktopa - może da się też na odwrót?
Komputer jest zamkniętą całością na gwarancji. Nie mogę nawet go otworzyć.
Au. Takie cos boli. Cala sprawa przypomniala, ze (1) powinienem zbackupowac swoje dane. Tylko jak pomysle ile by trwalo zgrywanie ~150GB na DVD-RW to mi sie odechciewa. I tu jest goto (1).
Ja miałem jedną poważna awarię dysku [jakieś 5-6 lat temu]… Po 2 latach padła mi barakuda - a z nią danę od początku mojej przygody z pc [od pierwszego xt, które miałem]. Nawet jak sobie teraz przypominam to mnie cholera bierze… Teraz regularne backupy to podstawa.
A braku narzędzia pracy bardzo współczuję.
Ja robię backupy na komputer mamy przez sieć ;) [i odwrotnie, rzecz jasna]
Heh. A mi wczoraj wieczorem tablica partycji poszła się [...] i nadpisało spory kawał /…
O tyle dobrze, że reiserfsck nawet z tej tragedii coś właśnie próbuje zrobić, po podaniu –rebuild-tree…
BTW, jeśli w dysku zdechła elektronika, a talerze i głowica są całe, da się go jeszcze przywrócić do świata żywych.
Kuuur, a ja dawno backupu nie robiłem. Powiesiłbym się chyba (choć niewielką część odtworzyłbym z backupu w Sieci).
Kur. No nawet sam fakt zniknięcia danych może trochę wkurzyć. No nawet nie moje to dane, a jednak się wkurzam. Może dlatego, że mój dysk to samo, ot tak, może spotkać?
PS: Na moim notebooku nie ma naklejek ani żadnych zabezpieczeń i sobie spokojnie dysk i proca już oglądałem :-)
Dzięki za przypomnienie. Dziś zrobiłem backup najważniejszego stuffu, jedna kopia na domowy ruterek, druga na płytę i pad mi niestraszny.
Przy okazji - Snap Backup: ładny, prosty (wręcz debilny), darmowy i w javie, co jest nie do przecenienia dla multiplatformowców :).