Archiwalia dla 12.2005

Web 5.0

Gdzie się nie spojrzy, straszy marketingowa paplanina. W sieci również, ostatnio straszy nawet bardziej, odkąd pojawił się absolutny hit: Web 2.0. Nikt nie ma pojęcia, co to takiego jest, ale pojawiają się na ten temat setki głosów. Czym jest Web 2.0?

Nazwa sugerowałaby, że to druga generacja sieci WWW. Błąd, sieć z całą pewnością jest już znacznie dalej. Jeśli przyjąć, że pierwszą generacją były pierwsze klienty hipertekstu, tekstowe i obsługiwane z poziomu terminala, drugą generacją będzie era Mosaic, pierwszej szeroko stosowanej graficznej przeglądarki. Trzecia era przypada więc na okreś świetności Netscape, za czwartą wypada przyjąć zatem czas niepodzielnej dominacji Internet Explorera. Wobec tego czas obecny jest piątym etapem w życiu sieci — czasem dywersyfikacji rynku i szerokiej standaryzacji. Czasem lepszej sieci, ale nie ma to nic wspólnego z wyznawcami Web 2.0.

Można przyjąć, że to druga generacja sieciowego marketingu, ale i to nie ma wiele wspólnego z prawdą — druga generacja przypada z całą pewnością na dotcomowy boom z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, kiedy to rozwój technologiczny połączony z masowym marketingiem przynosił przez krótki czas niewyobrażalne niemal fortuny. Wiemy wszyscy, jak skończyły dotcomy, więc dziś z pewnością nie znajdujemy się na tym etapie.

Web 2.0 to nieudolna próba nazwania bardzo subtelnych zmian w spodobie budowania sieci. Nie da się ich wymienić i nie da się sprawdzić, czy coś jest 2.0, dlatego cały ruch nie ma dla mnie większego sensu. Nie znaczy to, że jestem przeciwny jego idei — wręcz przeciwnie, jak najbardziej popieram nastawienie serwisów na użytkownika (a nie na klienta), prospołeczne modelowanie aplikacji (choćby zastąpienie sztywnych kategorii przez swobodnie nadawane tagi), tworzenie małych narzędzi, które dobrze robią jedną rzecz (jak Google) i dużą otwartość w kontaktach ze społecznością sieci (jak choćby blogi firmowe z możliwością swobodnego komentowania). Cieszy również rozwój aplikacji typowo społecznych — serwisów opartych na idei six degrees, jak choćby LinkedIn, czy nasz rodzimy Spinacz.

Problem polega na tym, że Web 2.0 stworzyło hype, a ten rządzi się swoimi prawami. Informacje przekazywane na zasadzie głuchego telefonu szybko ulegają zniekształceniu, a nie ma gdzie zasięgnąć konkretnych informacji. Dlatego — w powszechnym mniemaniu — Web 2.0 to okrągłe rogi, pastelowe kolory i duże fonty na tle w skośne paski. Ludzie, zamiast filozofię działania, zapamiętali wygląd serwisów, które zapoczątkowały te zmiany. Tak właśnie umarła okazja na pozytywne zmiany, dziś to tylko powód do śmiechu.

Z ciekawostek — hype można śledzić teraz także po polsku za sprawą prowadzonego przez wrocławską agencję interaktywną Janmedia blogu Web 2.0.

Technorati Tags: ,

Gnickr!

Od dłuższego czasu szukałem wygodnego narzędzia pod Gnome do zarządzania obrazkami na Flickr!. Zupełnie nieoczekiwanie, da.killa podrzucił mi wczoraj link do Gnickr! - klienta, który zamiast własnego interfejsu oferuje integrację z systemem plików Gnome.

gnickr!

Program jest dość świeży i doczekał się dopiero wersji 0.0.2, ale już oferuje sporo możliwości - wyświetla zestawy zdjęć jako katalogi, pokazuje miniaturki obrazków i pozwala zarządzać nimi tak, jak zwykłymi plikami - możemy je więc wycinać, kopiować i przeciągać na serwer i z powrotem.

Użytkowników PLD ucieszy zapewne fakt, że stosowny plik spec jest już gotowy w repozytorium CVS i można go sobie zbudować (uwaga - wymaga python-gnome w wersji 2.12.3 lub nowszej).

Uważaj na XHTML

Pisałem o tym już niezliczoną liczbę razy, także na tym blogu, ale widać, że niektórzy zakochali się w XHTML do tego stopnia, że są głusi na jakiekolwiek uwagi. Jak z każdą miłością, problem z zealotami XHTML polega na całkowitym zaślepieniu uczuciem i miłowaniu nie faktycznego standardu, a swojego o nim pojęcia.

Nie krytykuję XHTML, to bardzo dobry standard, który porządkuje zupę tagów, jaką pozostawił po sobie HTML - który też jest bardzo dobrym formatem, tylko pozwala na zbyt dużą dowolność. Co więcej, jest tak dobry, że każdą działającą dziś stronę, zbudowaną w XHTML, można bez większych przeszkód przerobić na HTML. Oczywiście, XHTML jest standardem przyszłości i oferuje wiele rozszerzeń, którymi od lat szczycą się inne aplikacje XML (a XHTML to rodzina takich właśnie aplikacji).

Problem polega na tym, że żadna z nowych funkcji nie jest wspierana przez większość rynku. Jeśli uważasz, że dopisując do elementów swojego dokumentu atrybut xml:lang="pl", zwiększysz dostępność serwisu, to jesteś w błędzie. Przestrzenie nazw to specyfika aplikacji XML i przeglądarki traktujące dokument jak text/html niewiele sobie z nich robią.

Oczywiście, takich problemów jest więcej, ale największy z nich dotyczy tego, co jest jednocześnie największą zaletą XHTML - ścisłe sprawdzanie poprawności dokumentu. Pozwala na napisanie parsera dla dokumentów dziesiątki razy prostszego i mniej skomplikowanego niż dla dokumentów tworzonych w HTML, pozwala też na edycję dokumentu za pomocą dowolnego właściwie narzędzia, jeśli to radzi sobie z dokumentami XML. Dwie wielkie zalety, ale zalety dla ciebie i autorów przeglądarek. Klient i internauta nie mają z tego absolutnie nic. Zastanów się, jakie korzyści przyniesie stosowanie XHTML w danym, konkretnym przypadku.

Dlaczego? Ano dlatego, że dla klienta ważniejsze są pieniądze i zadowolenie internautów (ze wskazaniem na ich pieniądze). Jeśli nagle okaże się, że musisz wspierać użytkowników starych wersji Safari, to staniesz przed problemem - walidacja albo obsługa (albo brzydkie hacki z użyciem JavaScript do osadzania mediów z użyciem dynamicznie generowanego obiektu <embed/>).

Dlatego, że klient może kiedyś zechcieć zmodyfikować swój serwis. Ile z polskich serwisów oferujących choćby statystyki jest w stanie wygenerować kod zgodny z XHTML? Jeśli użyłeś XHTML w wersji 1.1, to właśnie zrobiłeś klientowi niedźwiedzią przysługę - patrząc na wyniki podłączenia licznika jest od dziesięciu minut przekonany, że standardy sieciowe działają tylko w IE, bo wszystkie inne przeglądarki kończą żywot na tajemniczym żółtym ekranie z komunikatem o błędzie. Kiedy czytasz to zdanie, on pewnie właśnie kalkuluje straty, jakie przyniosło to jego działalności.

Nie zrozum mnie źle, XHTML nie należy unikać, ale pozostawienie klienta z takim kodem i bez wsparcia wyrządza sieci większe straty niż korzyści. Jeśli chcesz stosować nowoczesne technologie, to upewnij się, że wiesz o nich wszystko i zapewnij wsparcie swojej wiedzy klientowi. Gdyby była to broń, to chyba nie dałbyś jej dziecku z nadzieją, że wciśnie właściwy guzik?

Na koniec powiem tylko, że z coraz większym zainteresowaniem przyglądam się pracom, toczącym się przy nieoficjalnym projekcie HTML 5, nastawionym nie tylko na czytelną składnię, ale na zapewnienie - autorom opartych o sieć aplikacji - niezbędnych obiektów do wygodnego budowania dynamicznych serwisów. Specyfikacja (niekoniecznie w oryginalnej formie) ma być jeszcze w tym roku dyskutowana na forum W3C, w ramach projektu aplikacji webowych.

10przykazan - changelog

Postęp prac nad serwisem 10przykazan można teraz śledzić na changelogu.

Syndykacja RSS

10przykazan właśnie dorobiło się pobierania RSS. W związku z tym, w powiadomieniu o zmianie na blogu jest automatycznie wysyłany link do najnowszej notki.

W najbliższym czasie planujemy też dodać śledzenie zmian (wysyłane będzie tylko powiadomienie o nowych notkach, z pominięciem edycji) i spersonalizowane feedy RSS - wspólny kanał ze wszystkimi śledzonymi blogami dla zarejestrowanych.

10przykazan.com - system dla polskiej blogosfery

Kiedy jakiś czas temu, z Tomkiem, zrealizowaliśmy żartobliwą promocję standardów sieciowych (o których więcej - wkrótce), wspomnieliśmy o tym, że wzięliśmy na poważnie głosy, które sugerowały, że powinniśmy zacząć robić coś wspólnie, na poważnie.

Trudno tamten projekt nazwać poważnym, dlatego tym razem, przyszedł czas na coś innego. Czy znacie 10 przykazań?

10przykazan.com to idea. Idea stworzenia systemu społecznego, zrzeszającego najciekawsze, najlepsze i najbardziej poczytne blogi i strony domowe w polskim internecie. Treść to podstawa, a dobry wygląd pomaga w promocji. Do systemu dostają się tylko te strony, które przejdą naszą rygorystyczną moderację (a koperty przekażą po cichu, pod stołem).

Zwykli ludzie, na hasło blog, natychmiast wysyłają zapytania do Google (czy innej, ulubionej, wyszukiwarki) by znaleźć blogi, o interesującej ich tematyce. Tu rodzi się problem — odnalezienie interesujących blogów w zalewie śmiecia takiego jak onetowe blogi piętnastolatkuff zniechęca. Rodzi także błędne przekonanie, że w blogach nie ma nic interesującego, a ludzie, którzy je prowadzą, to nieokrzesane fajtłapy, będące na bakier z ortografią i uprawiające ekshibicjonizm emocjonalny.

Nasz cel, to stworzenie sieci zrzeszającej najlepszych autorów, piszących na tematy, interesujące dla szerokiego grona zainteresowanych odbiorców. To doskonała okazja zwiększenia swojej poczytności. Być może także okazja do wypromowania swojej osoby czy projektu nad jakim pracujesz.

Prowadzisz dziennik, bloga, wiki a może stronę domową? Przyłącz się do nas.

W najbliższym czasie wyślemy odpowiedni kod do Sparrowa, by jogger.pl wzbogacił się o funkcję pingback, tym samym, by ciekawe joggi mogły znaleźć się w naszym systemie.

Transfer zakończony

Przeniosłem cały swój dobytek z Joggera. Pozostało jeszcze doprowadzić szablon do użytku i poprawić cudzysłowy we wpisach (w kodzie się rozpadły).

Grafik: poszukiwany

Jako, że Jarvis od nas odchodzi, Internet Center szuka pracowników na stanowisko grafika WWW.

W grę wchodzi praca na pełny etat, na miejscu - w siedzibie firmy, we Wrocławiu. Biurko w biurko ze mną. Niezbędne wymagania:

  • udokumentowane pracami, co najmniej dwuletnie, doświadczenie przy
    projektowaniu serwisów internetowych;
  • biegła znajomość Adobe Photoshop, Macromedia Flash;
  • umiejętność przynajmniej podstawowego programowania ActionScript;

W przypadku spełnienia wszystkich wymagań, po szczegóły proszę się zgłaszać do Piotra Jelonka <jelonek at icenter pl>, w załączniku przesyłając swoje CV i odnośniki do prac.

Aha, panie bardzo mile widziane ;).

Drag to scroll

Adobe Reader ma bardzo wygodną i intuicyjną funkcję przewijania tekstu za pomocą myszy. Wystarczy złapać kartkę i przesunąć ją ruchem myszy. Jako, że nie sypiam, wymyśliłem sobie zadanie - zaimplementować to samo w HTML.

Efekt kilkunastominutowego starcia z JS można zobaczyć na stronie testowej. Jedyny problem jest taki, że musiałem wyłączyć zaznaczanie tekstu - działało niespecjalnie intuicyjnie, bo tekst przewijał się razem z kursorem. Nie powinno to przeszkadzać tam, gdzie przewijanie takie może się w ogóle przydać (na przykład w prezentacjach).

Rozwiązanie, póki co, jest zrobione na szybko i daleko mu do wzorcowej implementacji. Poprawię przy najbliższej okazji, jeśli będą zainteresowani.