Archiwalia dla 01.2006
Jeśli ktoś jeszcze nie doczytał u nbw, to dziś wyszedł nowy, piętnasty numer webesteem art & design magazine. W środku, jako kontynuacja serii rozpoczętej w numerze czternastym, dział o standardach sieciowych. Można tam przeczytać, między innymi, mój tekst o walidacji kodu. Miłej lektury, czekam też na uwagi.
Wtyczka do obsługi rozwijanych makr dla gedita, o której pisałem niedawno, stała się poważną konkurencją dla TextMate, potężnego edytora dla platformy OS X. Paolo Maggi przekonwertował większość makr dostępnych w TextMate na format snippetów
gedita. Od teraz można korzystać z gotowej, dość obszernej biblioteki bloków kodu. Do pobrania ze strony wtyczki Snippets.
Plik gedit-snippets.xml należy umieścić w katalogu ~/.gnome2/gedit/. Oczywiście, do pracy wymagana jest rozwojowa wersja 2.13 gedita, która oferuje wsparcie dla wtyczek pisanych w Pythonie.
Technorati Tags: gedit, plugin, textmate, productivity, macro
Programiści są leniwi, klienci też — nie chce im się skarżyć na interfejs. Zaczynaj budowanie aplikacji od interfejsu, a nie od warstwy funkcjonalnej. I rób to z głową.
Przykładem jest system płatności online Protx, który podłączamy właśnie do serwisu jednego z klientów. Po przejściu do formularza dokonywania płatności, naszym oczom ukazuje się okienko z napisem credit card number, enter without the spaces.
Jeśli projektant tego systemu wiedział doskonale, że wszystkie numery kart kredytowych posiadają separatory w postaci spacji lub myślników, to czemu kazać je usuwać użytkownikowi, zamiast wyczyścić je po stronie serwisu?
To wzorcowy przypadek zwalania pracy na użytkownika w sytuacji, w której komputer poradziłby sobie znacznie lepiej. Wpisywanie numeru karty bez separatorów powoduje też, że łatwiej o błąd — cyfry nie są pogrupowane i łatwo przeoczyć pomyłkę.
Jeśli masz zamiar oczekiwać od użytkownika wprowadzenia jakichś danych, to zrób co w twojej mocy, żeby przyjąć możliwie dużo popularnych formatów. Powyższy przykład jest o tyle idiotyczny, że na samej karcie numer zawiera spacje, a system wymaga wpisania go w zupełnie nietypowym formacie.
Technorati Tags: application, interface, design, input, validation, usability
Z prawdziwą przyjemnością informujemy, że serwis 10przykazan.com doczekał się drugiej odsłony.
Zgodnie z obietnicami, danymi przy opublikowaniu pierwszej wersji, wprowadziliśmy całą masę poprawek i uzupełnień. Trudno właściwie o jakąś listę, gdyż przebudowany został cały system, niemal od podstaw. Dzięki technologii AJAX i tagowaniu, zbliżyliśmy się do modnego hasła Web 2.0
. Niestety, wygląd nie poszedł w kierunku zaokrąglonych rogów i pastelowych kolorów, choć uległ całkowitej modyfikacji.
Od tego momentu można właściwie zacząć liczyć prawdziwą historię serwisu.
Lecz poprawiony wygląd, rozbudowany system tagowania i syndykowania wpisów, czy nowododanych blogów to nie koniec niespodzianek. Gdy tylko dobiegnie końca świętowanie, zabieramy się za dalszy rozwój systemu i wprowadzenie usług, które wypchną serwis poza ramy początkowo nakreślone przez 9rules.
Nie przedłużając - drodzy blogowicze i blogowiczki, droga blogosfero. Oto 10przykazan.com, wersja druga.
Technorati Tags: 10przykazan, web, blog, community
Jako programista, stoczyłem ponad miesiąc na polu walki pomiędzy standardami, a wdrożeniami. Chodzi mi oczywiście o technologiczne podłoże 10przykazan. Z przykrością stwierdzam, że żaden z agregowanych przez nas serwisów blogowych nie generuje poprawnego kanału RSS.
Piszę to w nawiązaniu do analizy polskiej blogosfery, napisanej przez Riddle’a, a do której nawiązał też Maciej Łebkowski. Poziom techniczny naszego kawałka Internetu przypomina bardziej chałupy zbudowane z powiązanych drutem łodyg bambusa, niż domy. Niby wszystko działa, niby wszystko mamy to samo, ale wystarczy zajrzeć pod śliczny papierek z kokardką, żeby okazało się, że pod spodem mamy pęk drutów posklejanych taśmą klejącą.
Drodzy panowie administratorzy serwisów — kanał RSS jest aplikacją XML i wymaga kodowania encji w standardzie XML. Tak, oznacza to dokładnie tyle, że ampersand i znak mniejszości powinny być zamienione na ich odpowiedniki (w praktyce, dla czytelności, zamienia się też znaki większości). Nie, kanał RSS nie jest dokumentem HTML i stosowanie w nim encji HTML to raczej głupi pomysł — dokument przestaje być poprawny.
RSS przewiduje dwa formaty podawania dat. Wersja 1.0 i wcześniejsze stosowały kosmiczne kodowanie W3C, wersja 2.0 podaje czas w standardzie RFC 822. Używanie pierwszego wariantu w RSS 2.0 jest błędem.
Gdyby 10przykazan miało przetwarzać tylko poprawne dokumenty, to musiałbym usunąć z serwisu wszystkie blogi, które nie są oparte o WordPressa.
Czasy nam nastały piękne, stronę internetową ma prawie każdy, niektórzy po kilka nawet. Nierzadko zdarza się, że własne strony mają też komputery, czy zwierzęta. Domena kosztuje tyle, co nic, a chęć zaistnienia w sieci kusi prostotą publikacji. Większość stron nie nadaje się do oglądania, bynajmniej nie ze względu na wygląd.
Problem dotyczy tak samo blogów, stron domowych, jak i komercyjnych serwisów, nastawionych na zarabianie pieniędzy. Właściciele stron zwracają uwagę głównie na ich wygląd — w przeciwieństwie do odwiedzających, którzy szukają głównie informacji — treści. Rzadko kiedy zdarza się, żeby ktoś trafił na stronę z nudów i pragnął poświęcić cały wieczór na zapoznanie się z jej pełną zawartością.
Najczęściej internauci trafiają do nas za pomocą wyszukiwarek bądź odnośników z innych serwisów. Szukają konkretnych danych — kliknęli odnośnik, który wydawał im się najodpowiedniejszy i który obiecywał treść najbliższą poszukiwanej. Pomińmy kwestię nawigacji, choć gra ona tutaj jedną z najbardziej kluczowych ról, skupmy się na zawartości strony.
Sieć to nie tylko design
W latach dziewięćdziesiątych możliwości prezentacyjne sieci WWW były na tyle małe, że to hipertekst był podstawą funkcjonowania Internetu. Później rozwinęła się strona medialna i dominować zaczęły strony o przeroście warstwy prezentacyjnej. Obecnie pojawiła się moda na serwisy semantyczne
i związane z tym nierozłącznie żółte guziczki, dumnie zapraszające do skorzystania z walidatora. Jakkolwiek głupio by nie wyglądały na stronie producenta ogórków konserwowych, to one otrzymują najwięcej miłości i stały się oczkiem w głowie prowadzących serwisy.
Treść jest systematycznie spychana z piedestału i prowadzi do stopniowej degradacji sieci jako źródła informacji na każdy temat. Przekłada się to też na coraz mniejszą skuteczność marketingu — duże, graficzne bannery krzyczą wejdź, rozwiążemy Twoje problemy,
jednak po ich kliknięciu ukazuje nam się kilka nieskładnych zdań, niezdarnie zlepionych z marketingowej papki. Często łatwo dowiedzieć się, że produkt jest pionierskim rozwiązaniem,
że wiedzie prym na rynku,
nie wiadomo tylko do końca, do czego służy.
Content,
czy copy,
jak z angielska przyjęło się nazywać teksty składające się na serwis, to główna, a często jedyna część serwisu, która interesuje odwiedzającego. Jeśli nie będzie w stanie jej zrozumieć, albo zaśnie z nudów już przy drugim akapicie, nie kupi produktu, nie doda strony do ulubionych, nie zarobisz. Właśnie straciłeś kolejnego klienta bądź czytelnika, odniosłeś marketingową porażkę, jakkolwiek rewelacyjnie hasła reklamowe nie wyglądały na papierze.
Jak pisać?
Badania prowadzone przez Grupę Nielsena-Normana pokazują, że poszukujący treści internauta spędza na stronie przeciętnie od kilku do kilkunastu sekund. Jeśli treść wyda mu się nieprzystępna, jeśli nie zainteresuje go zaledwie parę pierwszych zdań, kliknie wstecz
i poszuka sobie ciekawszej lektury.
Najlepiej w przypadku publikacji elektronicznych sprawdza się zasada odwróconej piramidy. Zacznij od najważniejszego. Tak, jak pisał mmazur, najłatwiej przykuć uwagę czytelnika, podając mu najciekawsze rzeczy na początku. Później możesz wdać się w szczegóły, dowodzić słuszności, czy dodać, że to unikalne na rynku rozwiązanie. Jeśli czytam oświadczenie prywatności serwisu, to interesuje mnie głównie, czy mój adres email na drugi dzień obiegnie pół świata, daruj sobie zaczynanie słowami, że ludzkość już od wieków boryka się z problemem.
Dużo łatwiej od zbitych bloków tekstu czyta się też tekst logicznie sformatowany w krótkie akapity. W przypadku długich tekstów dobrze też co kilka akapitów wstawić tytuł sekcji, sugerujący jakiej treści można się spodziewać poniżej. Niewiele osób czyta teksty na komercyjnych stronach od deski do deski, najczęściej interesują ich konkretne informacje.
Diabeł tkwi w szczegółach
Często chodzi o szczegóły, pozwalające porównać produkt z ofertą konkurencji. Jeśli nie dostarczysz niezbędnych danych, może się okazać, że odpadniesz w przedbiegach. Dlatego dobrze jest przeprowadzić wywiad, jakiego typu informacje o produktach oferują sieciowi sąsiedzi.
Równie ważny jest dobór słownictwa — dostosowany do oczekiwanej grupy odbiorców. Niemożliwość zrozumienia treści prowadzi do szybkiej frustracji, a ta w konsekwencji zbliża niebezpiecznie kursor myszy do wspomnianego przycisku przeglądarki. Marketing jest ważny, ale jego nadmiar grozi rozmyciem przekazu i utrudnia odbiór treści. Co gorsza, ludzie coraz częściej są przeczuleni na punkcie reklamy podawanej wprost. Traktują ją jak coś niepożądanego i unikają, nauczeni doświadczeniem, że nie niesie ona żadnej wartościowej treści.
Wojna i pokój
Odstraszająco może działać też objętość serwowanego tekstu. Tekst zbyt lakoniczny jest tak samo zły jak naukowe opracowanie w miejscu, gdzie spodziewaliśmy się kilku zaledwie zdań. Pisząc rozwlekłe polityki
i oświadczenia,
szanuj czas czytelnika. Treść serwisu komercyjnego nie jest sztuką samą w sobie, powinna pełnić rolę czysto użytkową i powinna służyć przede wszystkim czytającemu. Dużo przyjemniej jest wejść na serwis, który w kilku zaledwie punktach streszcza zasady ochrony prywatności swoich klientów, podając co najwyżej odnośnik do dodatkowych informacji o podstawach prawnych. Mnie paragrafy nie interesują, liczą się intencje prowadzącego serwis.
Na mocy paragafu czwartego, ustęp piąty…
Tutaj warto przypomnieć, że internauci są ludźmi. Takimi samymi, jak klienci pobliskiego warzywniaka. Tych ostatnich nie obsługuje bezduszna maszyna, więc i Ty powinieneś zadbać o to, żeby klienci nie czuli się jak na rozprawie rozwodowej. Spraw, by treść sprawiała wrażenie napisanej przez człowieka, a nie prawnika (bez urazy dla prawników, a zwłaszcza prawniczek). Traktuj ludzi jak ja, wasz sprzedawca,
a nie my, Borg, zostaniesz zasymilowany.
Podsumowując
- Nie lekceważ treści, to najsilniejszy punkt twojego serwisu
- Staraj się podać najbardziej interesujące informacje na początku
- Pamiętaj o informacjach, które pomogą porównać oferowane towary i usługi
- Staraj się pisać zwięźle i w przystępny sposób
- Pamiętaj o tym, aby oferowane informacje były zawsze aktualne
Czemu o tym wszystkim piszę? Zbudowałem w życiu ponad setkę serwisów internetowych, głównie komercyjnych, i do dziś zdarza mi się wprowadzać poprawki u dawnych klientów, gdzie na powitanie straszy mnie wprowadzone rok wcześniej, dla testów, Lorem ipsum.
Ludzie nie dbają o treść, często zapytani tłumaczą się, że nie potrafią pisać. Może już czas zastanowić się nad zleceniem pracy jakiemuś copywriterowi? Na zachodzie sporo firm posiada taki etat w ramach działu marketingu lub PR, czemu my zostajemy w tyle? Jeśli wydałeś kilka tysięcy złotych na serwis, to nie marnuj tej inwestycji.
Jestem wielkim fanem Mac OS X i produktów Apple. Kiedy tylko pojawiła się informacja o MacBooku Pro, kolejny raz obejrzałem z żalem w oczach stan swojego konta. Dziś przypadkiem trafiłem na ten film z prezentacji i zaczynam się zastanawiać, kiedy w końcu uda mi się uzbierać pieniądze na takie cudo.




Ostatnie komentarze