Z pewnością, każdy z was korzystał kiedyś z bardziej lub mniej udanego edytora WYSIWYG, zagnieżdżonego w dokument HTML. Wybór jest spory, najpopularniejsze to TinyMCE i FCKeditor, jednak wszystkie działają podobnie — aktywują tryb design mode
przeglądarki i starają się zapewnić do niego interfejs jak najbardziej zbliżony do Worda. To zło.
Biuro i poczta
W codziennej pracy typowego użytkownika komputerów, podstawowymi narzędziami są klient poczty i pakiet biurowy. To oczywiście spore uproszczenie, ale bez wątpienia są to dwie najbardziej powszechnie używane grupy aplikacji edycyjnych, to jest takich, które nie służą wyłącznie do czytania.
Najpierw zajmijmy się pakietami biurowymi. Czy jest to Microsoft Office, OpenOffice, czy KOffice, podstawowe aplikacje są niezmienne — procesor tekstu i arkusz kalkulacyjny. Niech was jednak nie zwiodą sprytne nazwy. Fakt, że Excel odniósł sukces jako klon aplikacji Lotus 1–2-3, nie implikuje jeszcze, że oba programy podzieliły między siebie tę samą, wątłą, grupę odbiorców. Wszak ludzi, którzy naprawdę potrzebowali stale dokonywać skomplikowanych obliczeń na skoroszytach, wcale nie jest tak dużo. Podobnie, nie każdy zajmuje się przecież profesjonalnie redakcją tekstu, a i do tego istnieją dalece potężniejsze narzędzia (LaTeX!). Czemu więc niemal każdy ma w swoim domu pakiet biurowy?
Microsoft Notatnik i Microsoft Generator Cenników
Tak, z grubsza, możnaby przemianować dwa flagowe produkty biurowe potentata z Redmond.
Zastanawiałem się do niedawna, kiedy ostatnio widziałem plik .doc, który powinien być docem
i plik .xls, który faktycznie jest arkuszem kalkulacyjnym. Ba, to samo pytanie zadałem paru znajomym, w tym uczestnikom wczorajszego Grilla IT. Okazało się, że od lat pakiety biurowe służą do wszystkiego, prócz swej pierwotnej funkcji. Nie wspomnę o rozsyłaniu obrazków w prezentacjach PowerPointa, dość powiedzieć, że kiedy zasugerowałem, że większość z nas nie potrzebuje Worda, odezwał się pół-żartem głos, że w czymś trzeba drukować te kartki na drzwi.
Excel stał się sztandarowym narzędziem do trzymania wszystkiego, co choćby trochę wygląda jak tabelka. Nie jest ważne, czy dane lepiej pasowałyby do bazy danych, wydaje mi się wręcz, że tylko kwestią czasu jest, zanim ktoś zacznie projektować w nim meble. Jeśli coś można opisać na siatce, to sporej części społeczeństwa zapala się w głowie lampka z napisem Excel.
Nie jest to dziwne, jeśli wyobrazić sobie, że oprócz lampek z napisami jeść
i siku
jest tam tylko jedna konkurencyjna pozycja — Word.
Word z kolei to ulubiona zabawka wszystkich, którzy nie lubią domyślnej czcionki o stałej szerokości w notatniku. Jeśli trzeba wysłać coś klientowi, jeśli trzeba coś wydrukować i nie jest to cennik (który wcześniej złożyliśmy w pocie czoła w Excelu), to Word czeka w gotowości. Nawet jeśli są to dwa zdania i zamierzamy je wysłać emailem. Szczególnie, jeśli jest to obrazek, który zamierzamy wysłać emailem. Po co psuć niespodziankę naszemu adresatowi, kiedy swój logotyp można spokojnie zagnieździć w dokumencie Worda, najlepiej, jeśli sprowadzi się go przy okazji do formatu znaczka pocztowego.
Mam już śrubki, idę po młotek
Jest takie powiedzenie, że jeśli ktoś dostanie do ręki młotek, to wszystko zaczyna wyglądać jak gwoździe. W przypadku pakietów biurowych sprawdza się nawet w dwustu procentach. Okazuje się bowiem, że nawet jeśli ktoś da nam kiedyś śrubokręt, to i tak będziemy nim śrubki… wbijać.
Podstawowym problemem większości edytorów powstałych od czasu świetnego, dosowego procesora Tag, jest fakt, że główny nacisk stawiają na narzędzia prezentacyjne. Jeśli spytasz kogoś, jakie podstawowe funkcje ma Word, to mogę strzelić w ciemno, że pierwszych kilka miejsc zajmą:
- pogrubienie
- kursywa
- podkreślenie
- zmiana czcionki
Jak to się ma do dokumentu i jego treści? Nie ma się wcale, tak jak podobne właściwości próbujemy wyplewić, prowadząc ewangelizację na rzecz semantycznej Sieci. Dokument ma tytuł i sekcje z nagłówkami. Do tego można dorzucić dane tabelaryczne, listy uporządkowane i nieuporządkowane, a wszystko polać lukrem z paru wstawionych obrazków i wykresów. W teorii.
Całkiem liczne grono, do którego wlicza się choćby mój ojciec, nie potrafi napisać dwóch akapitów tekstu. Po napisaniu pierwszego, czują się moralnie zobligowani do jego sformatowania.
Przy czym, formatowanie w tym przypadku oznacza wybranie mu jednej z kilkudziesięciu czcionek, doenterowanie
odstępów, a często i precyzyjne wyspacjowanie
wcięcia w pierwszym wierszu. I tak po każdym akapicie. Niektórzy posiedli nawet arkana wiedzy z dziedziny środkowania tekstu za pomocą białych znaków, a prawdziwi twardziele potrafią w ten sposób tworzyć dwie, albo i trzy, kolumny.
Dlaczego?
Bo programy na to pozwalają. Zapewniam, że gdyby AutoCAD pozwalał na bogatsze formatowanie notatek tekstowych, to i ten format znalazłby swoje miejsce pośród plejady biurowych ulubieńców.
Jeśli dasz ludziom przedmiot, którym potencjalnie da się nabić komuś guza, to ktoś to — prędzej, czy później — zrobi. Odkrywców
software’owych możliwości ci u nas na pęczki.
A teraz cierpimy
Problem polega głównie na tym, że to, co kiedyś wydawało się świetnym pomysłem, odbija się echem pokuty teraz. Oczywiście, Word pozwala na semantyczne składanie dokumentu, pozwala określić, co jest nagłówkiem, a co treścią. Co więcej, po przypisaniu odpowiedniego szablonu, na podstawie takich informacji, sam odpowiednio ostyluje elementy. Niektórych to zdziwi, ale pod koniec dokumentu będzie też pamiętał, jak się nazywała ta cholerna czcionka, którą wybraliśmy w pierwszym akapicie.
Przez lata funkcje te były skrzętnie poukrywane i do dziś wydają się tylko dodatkiem. Niestety, niektórzy już umieją po swojemu.
Dlatego teraz wprowadzenie opisu produktu do sklepu internetowego nie może się obyć bez kolorowania wyrazów, podkreślania co błyskotliwiej sformułowanych zalet i pogrubiania wszystkiego, co się nawinie. Dlatego też WYSIWYG lubię parafrazować jako masz, na co zasłużyłeś.
To może się wydawać głupie, może w żaden sposób nie współgrać z identyfikacją wizualną firmy, może psuć szablon serwisu, ale klienci się tego domagają. Kilku — po usłyszeniu, że u nas nie da się pokolorować czcionek — było skłonnych dopłacić.
A gdzie się podział klient poczty?
Na początku wspomniałem, że drugą najczęściej używaną aplikacją są klienty poczty. Tu przecież przez lata panował czysty tekst. Przecież do bogatych wiadomości stosowany jest język semantycznych w teorii znaczników HTML, przecież… Tak, one od lat naśladują Worda.


by mormir
20 wrz 2006 at 23:17
Zapomniałeś o ludziach, którzy jako ulubionego edytora teksty używają painta :) A tacy są.
Kiedy w LO, nauczycielka zaczęła nas dręczyc nauką Worda, na poczatku myślałem, ze z nudów zdechne, a potem się okazało, ze rzeczywiście kilka konkretnych rzeczy się tam nauczyłem. Przede wszystkim wbiłem sobie do głowy stosowanie nagłówków itp. Summa summarum bardzo dobrze, że się tego stara w szkole nauczyć w tej chwili, chociaż z różnym skutkiem.
by 9gods
20 wrz 2006 at 23:26
No tak, edytory WYSWIG w CMS były zmorą w mojej stare firmie. Klient potrafił zepsuć każdy design w ciągu 4 sekund, poprostu dawał czcionkę #ff0000 16pt albo i więcej. Agrrrrrr
by radek.kaba
21 wrz 2006 at 00:00
Na własne oczy widziałem arkusz Excela, w którym pieczołowicie (i dość dokładnie ;) ) był zrobiony plan budynku!!!
by NuLL
21 wrz 2006 at 00:57
WYSIWIG to zlo ;-) Dobrze miec Tidy w PHP5 — mozna przyznajmniej cos z tym zrobic jak klient sobie zazyczy w aplikacji edytorek wisualny.
by Blog o Internecie
21 wrz 2006 at 03:38
Dla mnie istnieje tylko gEdit — pieprzyć formatowanie.
… no a jeśli chcę coś ładnego wydrukować to używam programów do DTP… Eleganckie pozycjonowanie obrazków w Wordzie to dla mnie ciemna magia.…nie umiem :(
by zx
21 wrz 2006 at 07:32
Ale pytanie ‘kto nas/ich tego nauczy’ (bo sam Worda znam tylko podstawowe podstawy) pozostaje.
by mh
21 wrz 2006 at 07:48
Excela akurat nie mieszałbym z błotem, bo ma swoje dość szerokie pole zastosowań w firmach — księgowość, proste analizy, itp.
A tak poza tym, to nie ma co narzekać z powodu nie używania LaTeXa czy docbooka, jako że większość ludzi to ZU i ma być „prosto” i „ładnie”. „Prosto” nie skaluje się zbyt dobrze, gdy nie uważa się na początku (np. duże teksty w wordzie pisać trzeba umieć — semantycznie). „Ładnie” odpowiada raczej niewysublimowanym gustom opisanym w Twojej notce.
Pingback
by yashke.com » 21-09-06 Przegląd sieci
21 wrz 2006 at 08:45
[…] Patrys jedzie po WYSIWYGach “Jeśli ktoś dostanie do ręki młotek, to wszystko zaczyna wyglądać jak gwoździe. W przypadku pakietów biurowych sprawdza się nawet w dwustu procentach.” […]
by dEF
21 wrz 2006 at 08:50
Wlasnie dla tego ja wywalam z tinyMCE niepotrzebne kontrolki, ktore moga klientom dac zbyt duzo swobody ;)
Mozna okreslic tekst jako paragraf, badz ktorys z naglowkow, ktore maja domyslnie przypisany styl, nie ma mozliwosci zmiany czcionki (ani rozmiaru, ani rodzaju). Wstawienia tabelki jest niemozliwe. Praktycznie jedyne zagrozenie to wstawienie za duzego obrazka… ale to z kolei widac od razu, poniewaz cala kontrolka jest szerokosci newsa na stronie.
by Ktos
21 wrz 2006 at 08:51
A ja znam ludzi, którzy w Wordzie nie formatują spacjami, są wkurzeni jak widzą takie coś, szlag trafia jak widzą tekst bez formatowania, używają stylów… Chyba żyję w innym świecie ;-)
Mam wrażenie, że Word 2007 w którym jakoś style są bardziej wyeksponowane na tej wstędze może coś nowego przynieść. Ale znając możliwości niektórych użytkowników…
by Express
21 wrz 2006 at 10:40
Ech… u mnie w firmie wszyscy formatują spacjami, enterami itd. Nie pomaga tłumaczenie.
Robi tak nawet SynPrezesa ™ — tzw. rodzinny spec od komputerów.
Poziom jego specowatości poznałem, kiedy zapytał mnie czemu nie działa mu internet, skoro sieć wewnętrzna (odizolowana fizycznie, osobne okablowanie itd) chodzi jak trza.
– ustawiam ip, bramkę, próbuję wszystkiego i nie działa
– a masz drugą kartę sieciową?
– nie. to muszę mieć?
Ma on pewien zmysł wizualny i zajmuje się flashem, grafiką, składaniem dokumentów (oczywiście w wordzie…). A tam — spacja na spacji i enterem pogania.
by walth
21 wrz 2006 at 11:48
Jeszcze należy pamiętać o wszystkich tych, którzy worda używają jako słownika :)
by yard
21 wrz 2006 at 11:59
Troche to walka z wiatrakami bo userzy i tak zawsze wybiorą wysiwyga bo zwykły ludź lubi widzieć co robi i czerpie ze swego dzieła natychmiastową satysfakcję. Po kilkuminutowych męczarniach nad kleceniem akapitu jakiejś oferty przychodzi naturalna potrzeba oderwania się, zresetowania mózgu i wtedy oko usera pada na ikonki B I U.
Nawet tysiąc zaciekłych geeków nie zmusi normalnego człowieka do myślenia o dokumencie jako o strukturze, czy hierarchii obiektów — dla usera zawsze będzie to wirtualna wersja zapisanej kartki papieru.
Rzeczywiście przydałoby się coś takiego jak szablony restrykcyjne w Wordzie. A już ideałem bybyły jakiś XML identyfikacji wizualnej (CIML — a może już coś takiego jest).
W ogóle myśle że zamiast „zabierania dzieciom zabawek” trzeba pokazywać że można ładnej właśnie za pomocą szablonów, ułatwiaczy, gotowców. Są w urzędach panie Hanie które od 10 lat pracują w Wordzie i wciąż strzelają ze spacji jak z karabinu. Człowiek się do takich rzeczy przyzwyczaja, a pamiętajmy że pani Hania przed komputeryzacją kolejne 10 lat strzelała ze spacji maszyną do pisania.
pozdrowienia!
by mmazur
21 wrz 2006 at 12:16
Po prostu te programiki powinny się wycwanić i sugerować przynajmniej podstawową strukturę użytkownikowi (cześć, jestem clippy, widzę, że próbujesz utworzyć, uwaga, trudne słowo, a-ka-pit). To jedyny sposób na w miarę bezbolesne przejście na bardziej strukturalne podejście do tworzenia dokumentów (terapia szokowa prawie na pewno nie zadziała).
by jano
21 wrz 2006 at 12:17
Cóż, jestem inny. Większość osób, które znam uzywa Excela zgodnie z jego przeznaczeniem wykorzystując wiele jego możliwości (np. VBA).
W Wordzie formatują tekst używająć zdefiniowanych styli, tworząc spisy treści itd. a Powerpoint’a używają do robienia prezentacji (takich prawdziwych, nie zdjęć).
Stosowanie takich edytorów jak np. Latex na codzień, jest IMO przerostem formy nad treścią, niech pozostaną do składania np. większych publikacji.
Co do edytorów Wyswig. Zawsze staram się uświadomić Klientowi dobre i złe strony ich używania. Wystarczy odpowiednio ograniczyć ich mozliwości a wygląd strony zostanie w pełni zachowany no i Klient będzie zadowolony.
PS. kartki na drzwi drukuję z Corela ;)
by losamorales
21 wrz 2006 at 12:32
mam znajomego ktory wyjustował spacjami dwie strony tekstu
by Krymzon
21 wrz 2006 at 12:35
Myślę, że znaczną winę za złe formatowanie ponosi konstrukcja interfejsu takiego Worda, która znacznie bardziej eksponuje pogrubienia i kolorki, niż klasy. Nie używałem ani wersji 2003, ani 2007, może zostało to poprawione, ale cała semantyka użytkownikom zdaje się być jedynie opcją dla najbardziej zaawansowanych. Word jest potężnym narzędziem i ma mnóstwo funkcji, do których ZU nigdy nie dociera, bo naprawdę nie ma po co.
Uważam, że to właśnie sam program ma największe możliwości oduczenia użytkowników paskudnych nawyków. Śmiem twierdzić, że gdyby nagle z podstawowych toolbarów Worda poznikały kolorki i kursywy, a po naciśnięciu pięciu spacji, czy dwóch enterów, program by delikatnie sugerował, że może lepiej użyć stylów, użytkownicy po kilkudziesięciu godzinach gniewu na gupi komputer nauczyliby się poprawniejszego formatowania…
Pozwolę też sobie tu zadać „pytanie do ekspertów”. Czy ma ktoś doświadczenie z pisaniem skomplikowanych notatek na komputerze? Czy da się tak nauczyć LaTeXa (nigdy nie używałem), by notować porównywalnie szybko, jak na kartce? Marzy mi się program mający zalety Tomboya, ale umożliwiający pisanie dowolnie skomplikowanych równań i wstawianie/rysowanie obrazków. Póki co moim faworytem jest OpenOffice, ale jeszcze nie używałem jego matematycznego i graficznego modułu.
by Robert Drózd
21 wrz 2006 at 12:38
Pozwoliłem sobie na parę słów polemiki. :-)
http://www.webaudit.pl/blog/2006/edytory-wysiwyg-zle-nawyki-developerow/
by Ktos
21 wrz 2006 at 12:41
Jeden szczegół a propos tego, co powiedział mmazur:
Word, w prehistorycznej wersji 2000 po napisaniu akapitu, któremu potem zwiększyłem czcionkę i ją pogrubiłem od razu nadał mu styl „Nagłówek 1″. I IMO rzeczywiście dobre by było gdyby się Clippy wkrzanił i powiedział:
[wyszło jak: Młody padawanie, o stylach dokumentu dowiedzieć się chce, hmm? ;-)]
No, może nie asystent, ale jakaś podpowiedź kontekstowa, bo asystentów Office w 2007 na szczęście nie zauważyłem.
Word nie jest taki zły.
by Patrys
21 wrz 2006 at 13:33
Word nie jest zły. MS Office ma najlepsze programy do robienia tego, do czego powinny służyć. Tyle, że napisanie semantycznego dokumentu do czasów Worda 2000 wymagało sporo gimnastyki i dostosowania interfejsu.
Krymzon:
Trzymaj się z daleka od OO Math. Równie dobrze możesz od razu zacząć pisać dokumenty w TeXu z palca, taki sam poziom wygody. Math to najgorszy program w całym pakiecie.
A tak swoją drogą, do TeXa są bardzo wygodne klikadełka z podglądem na żywo (wygodne, kiedy zacznie się myśleć o strukturze, a nie o wytłuszczaniu druku).
by m
21 wrz 2006 at 13:36
ja uzywam texmacsa i emacsa. jestem szczesliwy.
by Asia
21 wrz 2006 at 14:45
U mnie w firmie excel jest aplikacją do wszystkiego, widziałam już zrobione w nim prezentacje, layout’y budynków, procedury ISO, gdzie każda strona jest w oddzielnym arkuszu.
Śmiem twierdzić, że gdyby nagle z podstawowych toolbarów Worda poznikały kolorki i kursywy, a po naciśnięciu pięciu spacji, czy dwóch enterów, program by delikatnie sugerował, że może lepiej użyć stylów, użytkownicy po kilkudziesięciu godzinach gniewu na gupi komputer nauczyliby się poprawniejszego formatowania…
może podziałało by na uzytkowników domowych, bo tacy w firmie to pewnie wydzwaniali by non stop do działu IT z prośbą/żądaniem przywrócenia tych wszystkich im „niezbednych” ikonek ;)
by Drogomir
21 wrz 2006 at 15:03
Zgodzę się ze stwierdzeniem, że edytory WYSIWYG na stronach to zło ;-) A jeżeli już muszą być (na niektórych nie działają żadne argumenty), to rzeczywiście trzeba odchudzić je ze wszelkich zbędnych przycisków. Kiedyś jeden z klientów wstawiał obrazki używając input-image… i później się ludzie dziwią, że się nie validuje dokument.
by Jean Paul
21 wrz 2006 at 16:09
Musze przyznac ze w dziwnym towarzystwie sie obracasz (obracacie).
U mnie wiekszosc emaili wysylanych jest w czystym przejrzyscie sformatowanym dokumencie lotus note’sa, wlacznie z tabelkami itp.
Word jest uzywany bazujac na firmowych templatach zgodnie z przeznaczeniem. Excel rowniez i nikt nie uzywa go jako pojemnika na smieci. Owszem powerpoint jest uzywany do rozsylania obrazkow i wykresow itd bo sie najlepiej nadaje do zaprezentowania tego potem na rzutniku.
Jeden z „madrych” komenattorow napisal: „no a jeśli chcę coś ładnego wydrukować to używam programów do DTP…” Jasne najlepiej mikroskopu do wbijania gwozdzi — przerost formy nad trescia jest jego jak i takze twoim udzialem, drogi blogowiczu. Troche normalnego treningu dobrze przygotowanych templejtow i wszytko dziala jak nalezy.
Pozdr.
B.
by scotty79
21 wrz 2006 at 17:08
Następna generacja edytorów tekstowych powinna wyczajać co użytkownik próbuje zrobić i zrobić to za niego tylko ładniej … np. jak próbuje spacjować początek akapitu to zamiast wstawiania znaków spacji powiększać mu wcięcie pierwszego wiersza bieżącego akapitu (najlepiej z jakimś swego rodzaju przyciąganiem do siatki wyznaczanej przez inne akapity w dokumencie). Jak bolduje cały wiersz i powieksza mu czcionkę to załoyć mu styl dla nagłówka, wyglądający tak jak sobie to wyklikał, zastosować do akapitu który okaleczył i proponować mu jeżeli będzie próbował iść w tą samą stronę (np. jak bolduje znowu cały wiersz to nadać ten właśnie styl z powiększoną wyboldowaną czcionką) … proponować wybór stylu akapitu po jego ukończeniu jakąś popupową listą wyboru oczywiście wszystko jawnie, wyczajać strukturę dokumentu z tego co user robi ale nie mu za plecami tylko tuż obok cały czas na widoku, z łatwą możliwością ręcznej korekty (fajnie by było gdyby program z tych ręcznych korekt też wyciągał jakieś wnioski i nie stosował uparcie tego samego jeżeli go user poprawia).
Najłatwiej zrzymać się na usera, że nie umie. Trudniej wymyśleć i wykonać coś tak żeby nawet jak nie umie to sobie poradził jak najlepiej.
by DrLex
21 wrz 2006 at 17:50
Nie bez kozery powstał projekt XStandard.com, który jako edytor WYSIWYG służy do pisania semantycznego kodu, a nie zwykłego formatowania.
by radzio
21 wrz 2006 at 20:14
Oj znam ten ból. Mój tata potrafi właśnie robić wcięcia za pomoć „spacjowania” ehhh i nie idzie tego jakoś wyplewić. Ale w każdym bądź razie — wątpię aby w bliskiej przyszłości ludzie (nie-informatycy) nauczyli się wykorzystywać Worda taki sposób aby tworzyć dobrze zbudowane dokumenty
by szyderca
21 wrz 2006 at 21:13
Przesada. Wszystko zależy od odpowiedniej konfiguracji. TinyMCE z wyłączonymi opcjami generuje bardzo poprawny kod. A Word… No cóż… Jego możliwości znacznie przerastają jego samego. Niemniej to najlepszy procesor tekstu wszechczasów. Jeśli konkurencyjne edytory generują bardziej poprawną strukturę, to robią to wyłącznie z jednego powodu– własnego prywitywizmu (pozdrawiam wszystkich konsolowców :)).
by gregl
21 wrz 2006 at 21:31
Nie jestem informatykiem. Korzystam z formatowania tekstu w nieznacznym stopniu. Po prostu nie lubię ozdobników. Tekst ma być czytelny i jasny dla każdego, kto będzie się z nim zapoznawał. Faktycznie często spotykam się z cudami typu tysiąc i jedna spacja. Poprawienie tego zajmuje mnóstwo czasu. Takich ludzi nic jednak nie nauczy. Z tej też przyczyny bazuję na własnych wzorach.
by ASH
21 wrz 2006 at 22:19
Dodam do wątku swoje, niezbyt przyjemne, doświadczenie korporacyjne w jednym z międzynarodowych banków, obecnych w Polsce. Mam naturalną, wspólną chyba nam wszystkim tu obecnym, skłonność do ułatwiania sobie życia z wykorzystaniem dostępnych technologii, więc gdy tylko zostałem zmuszony przez mahinę korporacyjną do produkowania sterty raportów, stworzyłem sobie kilka dopracowanych (łącznie z makrami) szablonów przy pomocy lubianego przeze mnie edytora MS Word. Moje raporty były, według mojej oceny, ujednolicone, przejrzyste, dopracowane i estetyczne.
Po jakimś czasie zorientowałem się, że wśrod nieprzychylnych (z racji zajmowanego przezemnie stanowiska) mi osób, jestem postrzegany jako człowiek, który z nudów cyzeluje godzinami dokumenty.
Ot, osobniki wbijający śróbki młotkiem, zobaczywszy moje, elegancko przykręcone śrubokrętem, wyciągneli odpowiednie wnioski, przykładając swoją miarę.
Dodam, że sporo z nich, to byli „informatycy”.
Pozdrawiam wszystkich usiłujących obniżyć entropię ;).
by Krystian
21 wrz 2006 at 22:42
Niektórzy ZU mają problemy z edytowaniem testów na komputerze z powodu nieznajomości pojęć. Dla nas jest oczywistym, że akapit jest od entera do entera i można mu nadać różne atrybuty, style itd. Ale są ZU (np. moja żona), którzy uparcie twierdzą, że akapit to jest to wcięcie na początku wersu i nie widzi różnicy w pojęciu od nowego akapitu czy od nowej linii.
Jak dostaję od kogoś tekst do opracowania to jedną z pierwszych czynności jest znajdź i zamień dwie spacje na jedną i usuwam zbędne entery.
Kiedyś miałem taką zdolną szefową (firma wydawała lokalną gazetę), która miała „szablony” dokumentów w jednym kilkudziesięciostronicowym pliku, na który składały się jednostronicowe pisma. Jak chciała wydrukować pismo do jakieś firmy to odnajdywała właściwą stronę, edytowała, drukowała bieżącą stronę dokumentu i już :) Czasem jednak okazywało się, że kilka stron niżej potrzebny dokument zaczyna się w połowie strony (z powodu edycji wcześniejszych stron) i co — oczywiście enter szedł w ruch! Próbowałem ją przekonać do podzielenia tego na pliki z odpowiednimi nazwami, ale nic z tego.
by {o}
21 wrz 2006 at 23:45
Moja ciotka, pracująca w pewnej instytucji publicznej, dość intensywnie wykorzystuje Excela wraz z jego zaawansowanymi funkcjami. Niestety zaawansowane funkcje rozbijają się często o pomysłowość innych pracowników, którzy dostarczają jej danych do obróbki. Dlatego jest zmuszona dołączać do arkuszów, które mają być przez nich wypełniane, szczegółowe instrukcje obsługi zawierające czasem bardzo ciekawe punkty, np.
„Proszę nie pisać kropek, spacji ani liter w liczbach. Przykładowo kwotę 1.200,90 zł nalezy zapisać jako 1200,90 — niedopuszczalne są formy 1 200,90; 1.200,90; 1200,90 zł itp.” — bo ludzie nie wiedzą co to format komórki i robią format księgowy ręcznie.
by Pebro
22 wrz 2006 at 06:51
Scotty79: nie cierpię, kiedy komputer sam wie lepiej co chcę zrobić. Jeśli ktoś chce się nauczyć stosować np nagłówki to się nauczy, innych nic nie nauczy.
Co do ciekawych zastosowań to: widziałem schemat elektryczny (dość skomplikowany) zrobiony w Wordzie, arkusz kalkulacyjny zawierający kosztorys, gdzie wszystkie komórki były przeliczane kalkulatorem (po prośbie skierowanej do kosztorysanta, aby zmienił cenę jednstkową).
Ale są to marginalne zastosowania z którymi się spotkałem, niemniej dowodzą pomysłowości userów.
Najbardziej wkurzają mnie maile w html-u i w wordzie (pusty mail i załącznik: plik worda, w którym są dwa zdania).
by Cypherq
22 wrz 2006 at 08:24
Notka prześmieszna, bez dwóch zdań — świetny tekst.
Tylko nie za bardzo rozumiem, dlaczego w komentarzach nastąpił zmasowany atak na panie sekretarki, panów nie-specjalistów, oraz innych ludzi z branży nie_znam_się_na_kompach. Bo w końcu, kto pracuje na takich stanowiskach? Najczęściej są to starsi wiekiem i staże ludzie, którzy swoje pierwsze podboje klawiatury, przeżywali z niemieckimi maszynami do pisania typu „Singer”. CO więcej — jeżeli zdarzył się ktoś młody, przez kogo był uczony podstaw posługiwania się Wordem, Excelem? Przez ludzi starszych. Którzy przez 15 lat swojej pracy w życiu Worda na oczy nie widzieli. Co robią gdy dostają nagle do pisania bydlę, bez dźwigni do przewijania „prompta”, za to z ogromną pomocą i prostą wyszukiwarką, z której nijak nie chce im się korzystać? Oczywiście kupują mądre ksiązki, lub pytają mądrych informatyków. Co powie mądry informatyk zaawansowanej wiekowo maszyno pisarce? Właśnie o tym, ze istnieją takie właśnie funkcje jak „pogrubienie, kursywa, zmiana czcionki i koloru”. Bo po co jej tłumaczyć tak zawiłe rzeczy jak akapity, nagłówki, treść. Przecież i tak nie zrozumie, nie przyda jej się to. A książki? Wystarczy spojrzeć czego uczą najpierw. Ostatnio spojrzałem na książkę z której korzystała (starsza już naprawdę) pani profesor. W książce opisano Worda. W hierarchii wskazanej przez autora notki. Najpierw to, co powinno być głównym przeznaczeniem Worda, a dopiero później dodatki. Pierwszy raz zobaczyłem taką książkę. Większość, szczególnie osławiona literatura z Empika wiedzie czytającego na manowce. Zresztą, początkujący użytkownik komputera (a już na pewno gdy wraz z jednostką centralną dostał internet ;) ) na pewno będzie chciał stworzyć skrzynkę mejlową. Może skorzysta z usług interii, może dostanie zaproszenie na Gmaila. Obie firmy stawiają na cukierkowość. Pogrubienie, kursywa — to podstawowy panel Gmaila, jeżeli chodzi o formatowanie. Z czego mają się uczyć nasi NIE_specjaliści? Kto ma przysłowiowego „farta” trafi na porządną książkę mojej pani profesor. Nauczony doświadczeniami zacznie nauczać innych. Reszta nadal będzie zapisywała na bitach kolejne spacje i pogrubienia…
by Cypherq
22 wrz 2006 at 08:26
Oho, powyższa notka to przykład automatycznego zawijania tekstu w Notatniku, Patrys, jeżeli możesz to popraw, jeżeli nie — wykasuj tenże komentarz, napiszę go ponownie :)
by nomind
22 wrz 2006 at 10:24
Od dziesiątek lat wbija się do głowy userom metafory typu ‘folder’, ‘zakładki’, itp. więc jak można się dziwić że NIE myślą o swoich dokumentach jako o ‘strukturze, czy hierarchii obiektów’ (lol)? Chcąc coś napisać user klika na ikonke na której przeciez wyraźnie narysowana jest zapisana kartka papieru — skąd więc jakieś obiekty?
Jeżeli sobie coś zapisuje to po prostu jest to kilka myśli przelanych na papier, czy monitor (nie slyszalem o mysleniu obiektowym poza zwyrodniałym;) światem programistów.) MS Word jest do tego bardzo dobry i nic w tym złego nie ma.
Mysle, ze w wielu miejscach tego wpisu masz racje (chocby utrzymywanie jednolitej stylistyki tam gdzie trzeba, czy tez to nieszczesne wysylanie obrazkow za pomocą Worda), ale momentami geek-auto-lans troche mierzi, szczegolnie w niektórych komentarzach, przescigajacych sie w wypisywaniu jakich to glupkow zdarzylo sie autorom spotkac (w domysle — jacy sami sa uber). Niech ci co płomień czasu niosą, miecz potężny w dłoni trzymają, niech nie wszczynają walki z poranną rosą, bo swojemu losu rady nie udają.. ;)
by einer
22 wrz 2006 at 23:54
a ja robilem w firmie gdzie excel’a uzywano jako corela :)
by ptom
23 wrz 2006 at 12:59
Pisałem licencjat w LaTeX-u, od tej pory używam go zawsze kiedy muszę stworzyć ładny dokument.
Bo WYSWIG po prostu obzysa…
by Z.
28 wrz 2006 at 09:38
Niepokojące, że wymagamy od ZU, żeby znał się w stopniu (nas) satysfakcjonującym na informatyce, poprawności składu itp. Bo żeby znać się „choć trochę”, trzeba zrozumieć całość. A ta całość jest olbrzymim materiałem.
I nie wiadomo do końca, gdzie i kiedy ludzie się mają tego wszystkiego uczyć — przecież np. struktura dokumentu, podział logiczny treści na akapity to w zasadzie działka polonisty! Nie uczą tego w gimnazjum na polskim?
Przypomina mi się ksiąźeczka „Komputer nie jest maszyną do pisania” wydana przez Helion. Ech. Informacje niby dla ZU, ale miejscami na poziomie DTP — no przesada.
Pingback
by Moyaguladynda » Blog Archive » Helloł łoza?
28 wrz 2006 at 13:15
[…] O pakietach biurowych, edytorach WYSIWYG i złych nawykach Czy używacie Worda i Exela zgodnie z ich przeznaczeniem? Ja po przeczytaniu tego artykułu zdałem sobie sprawę, że nie. Ba, 3/4 mojego pakietu biurowego jest mi kompletnie niepotrzebna. czytaj sobie […]
by liviopl
05 paź 2006 at 20:28
WYSIWYG są złem. Po częście się zgodzę, bo często toporne, robią na złość i usuwają niektóre znaczniki zapomniane w XHTML.
Jednak, są one użyteczne, choćby po to, by nie widzieć suchego tekstu, a widać było to, co widzieć powinniśmy po zapisaniu.
by mgawlik
03 lis 2006 at 10:47
nie zgadzam sie. po 100kroc sie nie zgadzam z tym co piszesz.
pomomo, ze jestem tzw. naukowcem (lekarzem) jestem tez tzw. „zwyklym uzytkownikiem”. komputer i jego oprogramowanie jest dla mnie TYLKO narzedziem. tylko. i niczym wiecej. nie jest celem samym w sobie, nie jest totemem ani fetyszem jak dla informatykow. guzik mnie obchodzi jak dzialaja programy, mam serdecznie gdzies to czy moja strona jest optymalna czy nie. moja strona dziala i powstala w 5 godzin, wlasnie za pomoca WYSWIG’a. i co z tego, ze nie jest napisana w jakich php, html i innych takich, DZIALA i juz, bo taki jest cel jej istnienia. ma poinformowac o tym ze jestem, ze cos robie, ze istnieje.
oczywiscie moge. moge nauczyc sie profesjonalnego tworzenia takich stron, tylko po co ? po to, zeby zamiast www(…).html miec www(…).php ? moja strona i tak bedzie wygladac tak samo. a jesli bede potrzebowal czegos bardziej zaawansowanego to zwroce sie do firmy, ktorej zaplace. tak samo jak informatyk zwroci sie do mnie w sprawie badan ukladu krazenia.
zrozumcie, ze komputery sa dla ludzi a nie ludzie dla komputerow. programy trzeba pisac tak, zeby kazdy srednio inteligentny czlowiek mogl z nich korzystac. zabawe w zaawansowane glupotki zostawcie sobie, my chcemy tylko napisac cos w tym calym wordzie, wydrukowac i miec pewnosc, ze nic sie nie wywali. a jak wida, Wy (informatycy), wciaz nie potraficie napisac programu UserFriendly. zawsze cos nie dziala, zawsze trzeba cos doinstalowac, albo zastosowac sztuczke bo „tak sie nie da”. nie potraficie napisac czegos co jest dla ludzi, a nie tylko dla was.
by anghan
03 lis 2006 at 11:26
Jak ma lekarza, to ten atak wydał się mi mało inteligentny. Ale może to ja jestem głupi. Jeśli chodzi o ostatnie zdania to mam do powiedzenia tyle. A wy lekarze testujecie na nas kolejne coraz droższe specyfiki, a gdy po tygodniu przychodzimy do Was w tym samym stanie to twierdzicie, że lek nie zadziałał i trzeba spróbować inny i tak się kółko toczy. […] Kontynuowałbym, ale nie mam ochoty.
A teraz odnośnie właściwej wypowiedzi. Będąc lekarzem piszesz o rzeczach, o których za bardzo nie masz pojęcia. Osobiście mnie cieszy, że udało Ci się zrobić stronę własnymi rękami. Nie mam żalu o to, że nie dałeś zarobić osobą, które się na tym znają lepiej, bo jeszcze mogło by się okazać, że zrobią to tak samo, a zgarną kasę. Jeśli jednak ktoś pisze, ze tego typu programy nie są do końca właściwym narzędziem to mógłbyś to zaakceptować, bo zna sie na tym lepiej. Chciał ci tylko przekazać, że twoja strona może wygląda dobrze w tej przeglądarce, w której ją oglądałeś. A testowałeś pod innymi? I nie krytykuj, że nie umiemy napisać dobrych sprawnych programów. A czy ty potrafisz wyleczyć każdego w ciągu powiedzmy pół roku?
Ty mówisz mi, że tłusta dieta jest zła dla mojego serca, a ja mówię Tobie, że twoja strona już jest chora. Możemy siebie nie posłuchać nawzajem, ale jedno jest pewne. Za jakiś przyjdziemy się do siebie leczyć.
Bez urazy. Pozdrawiam
by Sklep Komputerowy
23 mar 2007 at 14:57
Świetny artykuł, gratulacje dla autora!
by @rek
28 sty 2008 at 13:36
Bardzo trafny artykuł. Ileż to razy widziałem takie kwiatki. Przeraża mnie efekt oprogramowania „user friendly”. Z jednej strony jako użytkownik jestem jak najbardziej za tym aby soft był jak najbardziej przyjazny użytkownikowi, z drugiej strony skutkuje to tym, że użytkownicy używają narzędzia w zupełnie „nowy sposób” :-)
Pingback
by OneNote twoim przyjacielem | @rek online
29 sty 2008 at 13:01
[…] artykule “O pakietach biurowych, edytorach WYSIWYG i złych nawykach” Patryk Zawadzki porusza ważną kwestię prawidłowego użycia oprogramowania. Chyba każdy […]