jpc popro­sił, żebym się usto­sun­ko­wał do notki Dobry zwinny, zły zwinny. Czy­ta­łem ją gdzieś w oko­li­cach paź­dzier­nika i nie bar­dzo chcę się teraz prze­gry­zać ponow­nie przez cały tekst, dla­tego zamiast cyto­wać, napi­szę, co sam myślę o tak zwa­nych zwin­nych meto­dach pro­wa­dze­nia projektów.

Część z was pew­nie miała już oka­zję prze­czy­tać Kiedy pomy­sły umie­rają… na blogu nbw. Reszta powinna teraz zabrać się za lek­turę. Pra­cu­jemy z Tom­kiem w tej samej fir­mie, więc poni­żej znaj­dzie­cie wła­ści­wie tylko uzu­peł­nie­nie jego tekstu.

Projekt

Zanim zaczniesz sto­so­wać jakie­kol­wiek eks­tre­malne meto­dyki, musisz przede wszyst­kim zro­zu­mieć, że nie nadają się do każ­dego pro­jektu. To, co działa dla Google czy 37signals, nie musi dzia­łać dla two­jego produktu.

Kiedy nie zadziała? Kiedy budu­jesz coś dla kon­kret­nego klienta i kiedy to klient dostar­cza spe­cy­fi­ka­cję funk­cjo­nal­no­ści. Dla niego nie jest ważne, żeby mieć jaki­kol­wiek pro­dukt (czy będzie to pro­gram, strona WWW, czy jaki­kol­wiek inny pro­jekt pro­gra­mi­styczny). Kiedy jedziesz z samo­cho­dem do mecha­nika, też nie ocze­ku­jesz prze­cież, że dziś przy­kręci jedną śrubkę, a po tygo­dniu jazdy spyta, czy mocno stuka, bo nie jest pewien, czy naj­pierw przy­krę­cić drugi koniec zde­rzaka, czy może wymie­nić płyn hamulcowy.

Firma

Meto­dyki agile mają to do sie­bie, że wywo­łują śmiech u dyrek­to­rów dużych firm. Powód jest pro­sty — kor­po­ra­cje przez dekady dopiesz­czały błysz­czące sche­maty hie­rar­chii, wiszące w wiel­kich szkla­nych gablo­tach tuż obok recep­cji. Pro­ces decy­zyjny wymaga prze­sła­nia tony maku­la­tury w górę drzewka tylko po to, żeby pro­po­zy­cja tra­fiła do pra­cow­nika sie­dzą­cego w biu­rze koło cie­bie, ale pra­cu­ją­cego w innym pionie.

Agile z dru­giej strony pro­muje czy­sto ase­ku­ra­cyjną rolę mana­ge­rów. Nie ma miej­sca na wie­lo­war­stwową struk­turę zwierzch­nic­twa, mana­ge­ro­wie to bar­dziej przy­wódcy niż sze­fo­wie. Mają ostat­nie słowo przy podej­mo­wa­niu decy­zji, ale z tego przy­wi­leju korzy­stają tylko w osta­tecz­no­ści. W związku z tym, naj­ła­twiej meto­dyki takie wpro­wa­dzić w fir­mach małych, zatrud­nia­ją­cych kilka-kilkanaście osób. Zwin­ność sta­wia na siłę zespołu, a nie pre­cy­zo­wa­nie każ­dego ele­mentu w spe­cy­fi­ka­cji technicznej.

Zespół

Tu znów kon­trast z bor­giem. Jeśli pro­jekt ma się powieść, zespół musi być mały, co zapew­nia łatwość komu­ni­ka­cji. To pociąga za sobą dużo więk­sze wyma­ga­nia odno­śnie pre­dys­po­zy­cji każ­dego z człon­ków zespołu.

Pra­cu­jąc przy apli­ka­cjach klasy enter­prise (na przy­kład sys­temy wspo­ma­ga­nia pro­wa­dze­nia przed­się­biorstw), mia­łem kilka razy oka­zję poznać spo­sób powsta­wa­nia opro­gra­mo­wa­nia. Z boku wyglą­dało to tak, jakby Albert Ein­stein stał na cokole pośrodku sali i rzu­cał banany mał­pom kle­pią­cym w kla­wia­tury. Podej­rze­wam, że w nie­jed­nym zespole jedyną kom­pe­tentną osobą był wła­śnie mana­ger, który doglą­dał całej bandy kle­pa­czy.

Zwin­ność kła­dzie silny nacisk na zaan­ga­żo­wa­nie zespołu w życie pro­jektu. Każdy z bio­rą­cych udział w powsta­wa­niu pro­duktu musi kochać swoją pracę i potra­fić podej­mo­wać decy­zje dzia­ła­jące na korzyść pro­jektu, a nie oszczę­dza­jące pracę. Nie ma tu miej­sca dla maszy­ni­stek, które potra­fią szybko kle­pać kod, ale co chwilę trzeba im mówić, co mają robić dalej.

Podsumowując

Aby wdro­że­nie nowej poli­tyki pro­wa­dze­nia pro­jek­tów się powio­dło i miało sens, potrzeba pasji. Nie tylko ze strony zarządu, nie tylko ze strony pro­gra­mi­sty. Potrzeba chęci przej­ścia na nowy tryb ze strony wszyst­kich pra­cow­ni­ków, któ­rzy mają jaki­kol­wiek udział w roz­woju projektów.

Żeby prze­rwać łańcuch, wystar­czy jedno słabe ogniwo. Dla­tego jedna osoba, która nie będzie myśleć tak, jak reszta, znacz­nie osłabi zespół (który i tak jest prze­cież mały), a w rezul­ta­cie może dopro­wa­dzić do zgonu całego pro­jektu. Nie musi nic spe­cjal­nego robić, wystar­czy, że swoją nie­chę­cią do wszyst­kiego będzie wpły­wać na morale reszty grupy i znik­nie pasja.