Monthly Archive for 02.2007

Flexo Partner - elastyczna niekompetencja

Pamiętacie, gdzie ongiś włamał się imć Gorion? Nie, nie do Katowic. Włamał się na serwery Flexo Partnera. Cóż, do dziś firma Pro Futuro nie zajęła żadnego stanowiska w sprawie tego włamania. Nie wiadomo nawet, czy ustalili przyczyny. Na tym nie koniec.

Jako iCenter obsługujemy partnerów, którzy mają tam wykupiony hosting. Może hosting to trochę za dużo powiedziane. Na stronie czytamy:

W ramach usługi Flexo Partner została przygotowana platforma hostingowa dzięki której każdy Partner może zostać dostawcą kompleksowych usług hostingowych!

Kluczowym słowem są tutaj owe kompleksowe, co dosłownie można przetłumaczyć jako skomplikowane. Nie będę się czepiał interpunkcji. Przyczepię się za to do jakości ich hostingu.

Za jedyne 2500 PLN rocznie możemy kupić sobie wirtualny serwer. W 100% wirtualny, bo dostajemy tylko nędzny panelik na dzielonym hostingu.

W zestawieniu z DreamHostem mają znaczną przewagę geograficzną. Niskie pingi to niewątpliwy zysk dla serwisów. Tracimy za to jakieś 2000 PLN nadpłaty, 150 gigabajtów miejsca na dysku, 1900 gigabajtów miesięcznego transferu i jakiekolwiek wsparcie techniczne.

Jak to? Otóż technikom zajmującym się tą platformą zupełnie nie przeszkadzał fakt, że jakikolwiek skrypt zakodowany ionCube powodował segfault serwera WWW. Zareagowali po dwóch dniach od zgłoszenia tej drobnej usterki.

Ich reakcja wiele nie dała, bo część skryptów dalej kończy swój krótki żywot na enigmatycznej pięćsetce (500 Internal Server Error). Zapewne z innego, równie błahego powodu, ale… nie ma żadnego (sic!) dostępu do logów serwera. Null, nada, zero, Kononowicz. Po wysłaniu sterty maili w środę, dzisiaj raczyli odpisać. Kolejny raz informując nas, że logi dla poszczególnych domen składają ręcznie i na życzenie mogą je przygotować dla konkretnej daty i wysłać mailem.

To ja teraz rozumiem, co oznacza stanowisko logistyk w firmie hostingowej. Jego geneza jest prosta do wytłumaczenia, słowo pochodzi od dwóch angielskich słów: log (dziennik) i stick (sklejać). Siedzi tam sobie stado etatowych logistyków i ręcznie skleja logi dla klientów. Wcale bym się nie zdziwił.

Gorąco polecam wszystkim miłośnikom mocnych wrażeń, resztę informuję jednak, że w ciągu ostatniego tygodnia home.pl uruchomił (po 4 latach męczenia z mojej strony i ze strony wielu innych agencji) wsparcie dla ionCube. Masz konto na Flexo Partnerze? Może już czas zmienić hosting?

Odchodzę z iCenter

Jak część z was już wie, 29. stycznia bieżącego roku wypowiedziałem umowę o pracę. Tym samym — z końcem lutego — moim pracodawcą przestaje być agencja interaktywna iCenter.

Razem ze mną odchodzi ze stałego zatrudnienia w firmie zespół programistyczny, odpowiedzialny za cms wego. Od marca wego będzie rozwijane przez nas poza biurem agencji. Jako pomysłodawca projektu, pozostanę jego opiekunem technicznym. iCenter pozostanie jedynym właścicielem praw majątkowych do produktu.

Film wersja Theora OGG | wersja Flash SWF

Więcej szczegółów na ten temat w oficjalnej notce na blogu firmowym. Ciekawskich powinna zainteresować informacja, że właśnie testujemy system do zarządzania kluczami licencyjnymi i już niedługo będzie można pobrać sobie 60-dniowe demo do zabawy we własnej domenie.

Ja tymczasem pozostaję otwarty na ciekawe propozycje pracy. Mój profil zawodowy znaleźć można na LinkedIn, a maile proszę kierować na adres patrys at pld-linux.org. Z góry przepraszam, jeśli nie odpiszę każdemu, ale trochę zajmuje mi reorganizacja życia w związku ze zmianami.

Mój blog stanie się płatny?

Grupa oszołomów (liczy się pierwsze wrażenie) z serwisu NoAdBlock zapewniła mi rozrywkę na sporą część wieczoru. Niedługo będę musiał wprowadzić płatne konta dla czytelników, ale od początku.

Akcja wyskoczyła parę dni temu na grupie pl.comp.www. Początkowo pośmiałem się i pomyślałem sobie pewnie prowokacja. Dzisiaj przekopałem się przez cały wątek i jestem pod wrażeniem tego, co ludzie potrafią wymyślić, kiedy im się nudzi.

Celowy cel akcji

Na stronie czytamy:

NoAdBlock to celowa akcja internetowa mają na celu…

Miłe zaskoczenie już na początku. Jak wiadomo, większość akcji jest bezcelowych. Dalej typowy synkretyzm rodzajowy i tak zwany wiersz biały kononowiczowski (co się stało się).

Reklamy gwarancją jakości w Sieci

Stojący za akcją marketoidzi (bo i kto inny?) śmią twierdzić, że blokowanie chamskich reklam psuje Internet. Że jedyną alternatywą dla nachalnych toplayerów we flashu jest płatny dostęp do treści. Rozumiem, że reklama kontekstowa to bzdura, a wrocławianie na stronie o klockach lego poszukują migających i śpiewających promocji odkurzaczy w sklepie z Bydgoszczy. Nieetyczne nie jest blokowanie pełnoekranowych reklam, nieetyczne jest pobieranie pieniędzy od reklamodawców za kliknięcie zamiast faktycznego zakupu.

Przez to zamiast profilować reklamy według zainteresowań internauty, agencje wciskają mi bzdury zupełnie od czapy i przez to na serwisie o rowerach wyskakuje mi pełnoekranowa reklama psiej karmy. Nawet jeśli na nią kliknę (bo nie trafię w trzypikselowy krzyżyk do zamykania), to reklamodawca na tym straci. Straci podwójnie — raz, że zapłaci za transfer, a ja od razu zamknę jego stronę; dwa, że najskuteczniejszą formą reklamy jest marketing wirusowy, a ja będę szczerze odradzał jego produkty potencjalnym nabywcom, sparzony nieuczciwym naciągactwem.

Siódme: nie kradnij

W samym wątku można też przeczytać, że blokowanie reklam to kradzież, tak samo jak piractwo komputerowe. Po pierwsze, piractwo komputerowe nie posiada znamion kradzieży. Nie ma mowy o uszczupleniu stanu posiadania prawowitego autora programu. Można mówić o nieuczciwej konkurencji, nieautoryzowanej redystrybucji, łamaniu licencji, o przestępczości gospodarczej (bo który pirat ze stadionu rozlicza dochody), ale nie o kradzieży.

Podobnie w przypadku blokowania reklam, kradzieży nie ma. Mało tego, prawo w Polsce daje mi pełną swobodę w dziedzinie obróbki pozyskanych legalnie danych (z wyjątkiem prawa do redystrybucji poza warunkami użytku dozwolonego). Mogę więc sobie wyciąć reklamy, mogę je przemalować, a nawet zmienić treść samej strony. Legalnie.

Nie kupisz proszku do prania — wynocha

Najlepszy jest jednak pomysł blokowania ludzi, którzy nie pobierają reklam. Rzekomo dostęp do treści jest automatycznie objęty jakąś magiczną licencją, która zobowiązuje mnie do podziwiania serwowanych mi moim kosztem miniatur filmowych. Bzdura, do momentu, kiedy nie zaakceptuję świadomie jakiejś licencji, to nic mnie nie obowiązuje. Internet jest wolny i bezpłatny by design, a na niektóre formy reklamy zgadzam się dobrowolnie, bo to ja płacę za oglądanie reklam.

Przy regularnie odwiedzanym wartościowym serwisie, wolałbym zapłacić tych 5 złotych miesięcznie niż za każdym razem pobierać od kilkuset kilo- do kilku megabajtów niezamówionej treści. A jeszcze taniej jest te ustrojstwa wyłączyć.

Na koniec

Podsumowując, skoro reklam u mnie nie oglądacie, pozostaje mi wprowadzić płatny dostęp do notek. Wszak nie liczy się ciekawa treść, ważne są tylko pieniądze wyciągane od idiotów. A teraz marsz, instalować AdBlock Plus, najskuteczniejsze narzędzie do nieetycznego filtrowania zasobów Sieci (i nie cieknie pamięcią, w przeciwieństwie do oryginalnego AdBlocka).

Google ma poważnego konkurenta

Dziś na uczelni postanowiłem, w czasie egzaminu, sprawdzić sobie pocztę. Powitała mnie nie lada niespodzianka, otóż Google korzysta teraz z usług nowej, tajemniczej firmy. Informuje nas o tym żółta ramka na ekranie powitalnym.

Goolge Accounts

Marcin Jagodziński w rozmowie zasugerował, że następna będzie Pirtualna Wolska, z dedykacją dla miłościwie nam panującej władzy dwojakiej.

Gadu-Gadu wchodzi na giełdę

Opublikowali nawet prezentację skierowaną do potencjalnych inwestorów. Jak napisał Marcin Jagodziński, wynika z niej absolutnie nic. Miałem za to dość abstrakcyjne skojarzenie związane z ostatnim slajdem, podsumowującym zalety spółki.

Ostatni zajazd syndyka

Akt pierwszy, scena pierwsza

Rok 2000, upadłość ogłasza Astra-Zenith S.A. Syndyk masy upadłości przybywa, by zawiadomić o zajęciu majątku na czas rozliczenia się z wierzycielami.

V-ce Prezes Zarządu ds. Marketingu (M) zwraca się do V-ce Prezesa Zarządu ds. Finansowych (F).

  1. (M): Ach, smutne to czasy. Syndyk przybywa.
  2. (F): Zaprawdę smutne. Po cóż jednak syndyk w progach naszych?
  3. (M): Podobno gotówka sprowadza go w nasze strony. Długi porobiłeś pewnie, nicponiu.
  4. (F): Jakże to, nic nie wiem. Komu możemy być winni kasę?
  5. (M): Możemy być wszystkim!

Słychać stukot kopyt na gościńcu, obaj wychodzą przywitać syndyka.