Jak podaje Gazeta, policjanci zatrzymali dziewięć osób, które nielegalnie tłumaczyły dialogi z filmów.
Czy to ja jestem przed poranną kawą, czy może to zdanie jest zwyczajnie idiotyczne?
Jak można nielegalnie tłumaczyć? Nielegalne może być rozpowszechnianie tłumaczeń książek bez zgody wydawcy, nielegalne może być kopiowanie filmów. Ale tłumaczenie? Może sam fakt, że znam biegle jeden język obcy i dwa inne w stopniu podstawowym jest już dostatecznym powodem, żeby mnie aresztować? Można bowiem domniemać, że skoro posiadam wszelkie po temu predyspozycje, mogłem uczyć się języków z zamiarem tłumaczenia. A to jest przecież nielegalne.
Czy jeśli opowiem koledze film, to złamię prawo? A jeśli film był po francusku i będę go opowiadał po polsku?
Czy napisanie streszczenia książki jest legalne? A recenzji filmu? Można przecież podnieść podobny argument — w przypadku 90% serwowanej nam przez kina papki, po przeczytaniu recenzji, mniej ludzi obejrzy film, bo część uzna, że to szmira.
Polskie listy dialogowe szkodzą kinematografii dokładnie w ten sam sposób. Przecież nikt nie przeczyta samych napisów zamiast obejrzenia filmu, prawda? A czy któryś z serwisów oferował nielegalne kopie filmu do pobrania? Nie oferował, to o co chodzi?
Panie Gutek i inni wydawcy, ja oglądam filmów dużo. Mam w domu całe sterty legalnych płyt, oglądałem też masę pirackich kopii. Gdyby chociaż połowę z interesujących mnie tytułów dało się kupić w Polsce, to byłbym szczęśliwy. I tak, zapłaciłbym za nie. Dlatego, żeby je mieć, nie dlatego, że czekam na wasze spolszczenia. Angielskie filmy oglądam w oryginalnych wersjach językowych. Japońskie z angielskimi napisami.
A panowie niech się zastanowią, co wam złego zrobili tłumacze. Ja bym na waszym miejscu podpisywał z nimi kontrakty zamiast podawać ich do sądu. Bo oni — w przeciwieństwie do waszych profesjonalistów — nie uważają, że fuck
to znaczy kurczę.


by Edzio Kruszkowski
17 maj 2007 at 12:50
Ponoć rozchodzi się tutaj o sprawę tego, że Gutki czy inne szmaty kupując licencje na film, kupują ją wraz z prawem do tłumaczenia. Jeśli ktoś sobie coś tłumaczy to niby wszystko jest jak najbardziej cacy. W przypadku udostępnienia rzekomo łamie się to prawo.
Nie zmienia to jednak faktu, że dla mnie to paranoja i jakieś takie dziwne mam wrażenie, że (spiskowa teoria dziejów) aresztowanie było na zlecenie firm którym piractwo dowala.
by Cthulhu
17 maj 2007 at 13:02
„Przepisy regulujące te kwestie stanowią jasno, że osoba tłumacząca ścieżkę dźwiękową filmu, musi mieć zgodę właściciela praw autorskich. W innym przypadku jest to działanie niezgodne z prawem.„
http://www.policja.katowice.pl/aktualnosci2.php?zdarz=10506
Patrys, żyjemy w kraju w którym duża większość nie zna języka Angielskiego a ty walisz głupa (przepraszam ale inaczej się już po prostu nie da) i porównujesz napisy do streszczenia książki czy filmu.
by Patrys
17 maj 2007 at 13:07
Cthulu:
Większość tłumaczeń, jakie widziałem, miała na początku wyraźnie napisane „tłumaczenie angielskich napisów.” Nie wiem, jak to się ma do „tłumaczenia ścieżki dźwiękowej,” bo dźwięku w plikach TXT nie uświadczyłem.
by nbw
17 maj 2007 at 13:11
a „duck” w momencie ostrzału to znaczy przecież „kaczka” a nie „padnij” ;)
by Cthulhu
17 maj 2007 at 13:41
Patrys: No popatrz — a większość tłumaczeń jakie ja tam widziałem to były tłumaczenia ze słuchu na podstawie DVDRipów czy innych ripów. Oczywiście wiem, że są tłumaczenia na podstawie tłumaczeń osób trzecich i tłumaczenia filmów których w Polsce nie uświadczysz. Ale to niewiele zmienia bo prawo to prawo. (i nawet głupie pozostaje prawem)
http://ks.sejm.gov.pl/proc2/ustawy/86_u.htm — Artykuł 2 do przeczytania. Tam chyba jest to w miarę sensownie napisane.
A swoją drogą dopisek „tłumaczenie angielskich napisów” kojarzy mi się niemiło z „Jeżeli nie posiadasz oryginalnej kopii tego pliku to musisz skasować go po 24 godzinach”.
by 9gods
17 maj 2007 at 13:53
Inne serwisy też nie już działają.
by 9gods
17 maj 2007 at 13:56
Widzicie co robi ten niedobry angielski, pisząc po polsku przestawiam wyrazy :)
Ktoś chyba doszedł do wniosku, że bez napisów ludzie przestaną ściągać filmy, ale chyba tylko poprostu wzrośnie w narodzie znajomość angielskiego :)
Pingback
by yashke.com » Policja likwiduje Napisy.org
17 maj 2007 at 14:20
[…] O akcji śląskich policjantów dowiedziałem się z bloga Marcina, o sprawie pisze też Wuzetes. Ciekawie pisze o sprawie Vagla i Patrys. […]
by Modrzew
17 maj 2007 at 14:36
„nie uważają, że > to znaczy >.„
Łe tam, lepiej. Wczoraj oglądałem film na TVN-ie („Ostatni bastion”, jeśli ktoś by się pytał), i taki dialog:
– You motherfucker!!!
– (tłum.) Ty tchórzu!
Pingback
by Kapelak.pl » Nielegalne napisy? - e-biznes okiem właściciela i programisty
17 maj 2007 at 16:05
[…] napisała już Gazeta.pl czy DI.com.pl. Także w “blogosferze” zagrzmiało, chociażby tu, tu i tu. Nawet Vagla co nieco na ten temat […]
by anghan
17 maj 2007 at 16:09
Chciałbym przeczytać uzasadnienie wyroku jeśli taki zapadnie. Bo w sumie nie wiem za co mogą tych ludzi skazać, ale o tym już Patrys napisał. Musieli mieć jakiegoś przygotowanego hacka, na tych tłumaczy. Być może są ich w stanie ukarać za posiadanie nielegalnych kopi filmów. Z legalnych tego chyba nie tłumaczą gdy film dopiero na ekrany kin wchodzi:> Nazwanie tego zatrzymaniem za tłumaczenia jest bardzo śmieszne…
by myki
17 maj 2007 at 16:11
„Policja zatrzymała tłumaczy napisów, wreszcie nocą będzie bezpiecznie.”
by anghan
17 maj 2007 at 16:12
Teraz doczytałem… Nie wiedziałem, że mamy tak durne prawo :/
by Edzio Kruszkowski
17 maj 2007 at 17:08
Jakby ktoś chciałby próbować brać odwet na serwisie pana „Gutka” (Jakuba Duszyńskiego), to zapraszam na strone http://www.bollywood.pl gdzie są włączone zmienne globalne :D
Miłej zabawy :)
Pozdrawiam
by ghostman
17 maj 2007 at 18:18
Swietne podsumowanie ;)
Usmialem sie. Cala sytuacja jest idiotyczna i mam nadzieje, ze ‘brawurowa’ akcja policji nie skonczy sie skazaniem wszystkich na krzeslo elektryczne za ‘nielegalne tlumaczenia’.
by m`
17 maj 2007 at 20:44
true true !
by j0k3r
17 maj 2007 at 21:05
Lepiej bym tego nie ujął. Polska policja to AMATORKA.
by Szymon
17 maj 2007 at 21:25
Najsmieszniejsze jest to, daje glowe iz wiekszosc policjantow nie grzeszy znajomoscia angielskiego, ciekawe jak teraz beda ogladac filmy „z netu” ;]. No coz …madry policjant po szkodzie ;]
by jpc
17 maj 2007 at 23:12
Tak i nie.
Z jednej strony głupio chwalić się zwalczaniem jedynej grupy wśród wareziarzy, która cokolwiek robiła własnego (reszta się za przeproszeniem opierdala i kradnie na lenia). W dodatku nie brali za to żadnych pieniędzy.
Z drugiej strony jest to utwór chroniony prawem autorskim (jak książka) i tworzenie na jego bazie utworów pochodnych wymaga zgody właściciela autorskich praw majątkowych. Takie prawo jest na całym świecie, więc trochę bezsensu mówić, że „MY mamy głupie prawo”. CreativeCommons w końcu nie powstało tylko dla picu. Oczywiście możnaby zmienić u nas prawo, ale najwyżej możemy zmiejszyć ochronę przysługującą naszym artystom/wydawcom. Umowy międzynarodowe nie pozwolą nam bez reperkusji znieść ochronę utworów wytworzonych pod inną (np. Amerykańską) jurysdykcją.
Tak, czy inaczej, to niestety muszę się dołączyć do głosów krytyki — powszechne zdziwienie świadczy tylko o ignorancji jeśli chodzi o treść przepisów, które są w tej kwestii akurat jasne i całkiem logiczne. Oczywiście wspomniane streszczenia i recenzje (a także cytowania lub fragmenty utworów prezentowane w celach informacyjnych oraz pastiże i parodie) nie podpadają pod definicje dzieł pochodnych i ich tworzenie nie podlega ograniczeniom.
by ZaR
18 maj 2007 at 00:29
jpc Twoje stanowisko skomentowalem u siebie… zapraszam do konstruktywnej debaty :D
by Zboczuch
18 maj 2007 at 08:10
Patrys — linia dialogowa jest nieodłączną częścią filmu i jako taka podlega ochronie prawem autorskim.
Twój komentarz dotyczący niemożności tłumaczenia sobie tejże linii jest błędny — jak najbardziej możesz sobie tłumaczyć, co tylko Tobie się żywnie się podoba. Tym, czego nie możesz robić, jest rozpowszechnianie tłumaczenia, a serwis z napisami robił to. Za to należy karać.
Takie jest prawo. Jeśli nie chcesz go przestrzegać, to jako programista powinieneś też godzić się na bezkarne i bezpłatne kopiowanie Twojej pracy.
Z drugiej strony — wyobraź sobie „wolne” tłumaczenie najnowszej części Harrego Pottera, z pomienięciem wydawcy. I rozpowszechnianie tego tłumaczenia. Też nielegalne, identyczny przypadek.
by gshegosh
18 maj 2007 at 08:40
Ja czasem tłumaczę teksty piosenek i wrzucam tłumaczenie na bloga. Kurde, zamkną mnie :D
Nie rozumiem podejścia koncernów do tekstów piosenek i napisów do filmów. Zwłaszcza do tych pierwszych. Nieraz usłyszałem kawałek piosenki, wpisałem tekst w google’a i dzięki serwisom z tekstami dowiedziałem się, kto to śpiewa, i kupiłem płytę.
Nieraz też ściągnąłem sobie napisy do „spiraconego” serialu, którego w Polsce żadna TV nie pokazuje i którego nie mogę kupić w żadnym sklepie internetowym (bo z terenu Polski większość z nich nie wpuszcza).
Efekt jest taki, że w serial się wciągnąłem i pewnie kupię na Amazonie oryginalne płyty DVD. Tyle, że na nich też polskich napisów nie będzie :(
by Brut[all]
18 maj 2007 at 09:58
Mam podobne zdanie do jpc.
Uważam, że ludzie, którzy w tego typu sytuacjach są nastawieni absolutnie „na przeciw” są albo ignorantami, albo egoistami — do wyboru.
Ignorantami, gdy ktoś zamieszcza w komentarzach konkretne paragrafy, pod które sprawa podpada, a zaraz poniżej ktoś zapyta, jakie tu w ogóle można postawić zarzuty. Ignorantami, bo usilnie wierzą w jakieś swoje własne, wyimaginowane prawo, które na takie tłumaczenia pozwala i jakoś w ogóle do nich nie dociera, że w tym rzeczywistym świecie to jest najzwyczajniej nielegalne, że to nie tylko głupi wymysł policji.
Egoistami, gdy im się wydaje, że mają prawo do wszystkiego i że jeśli tylko istnieje coś, co im się przydaje, to to już jest argument za tym, żeby to nazwać dobrym — bez żadnego zainteresowania drugą stroną. To akurat przypomina mi bardzo podobne gadki o piractwie, zwłaszcza przed paru laty: „Ja sobie ściągnąłem grę, a im się nie podoba — co za !@#$%”.
Takie serwisy z napisami czasem bezinteresownie pomagają, gdy np. mamy do czynienia z jakimiś anime, których w ogóle nie znajdziemy na rynku w naszym języku; a czasem szkodzą, i to w sposób nielegalny, gdy jakiś wydawca zabuli górę kasy za możliwość stworzenia tłumaczenia, a ktoś inny będzie jednocześnie tłumaczył bez żadnych dodatkowych opłat. Jednak prawo jest, jakie jest, musi być twarde i „zimne”, aby zminimalizować ilość ewentualnych „kruczków”, które by można w nim wykorzystać — ciężko jest rozgraniczyć tłumaczy na tych dobrych i tych złych. Zresztą chyba żaden z tego typu serwisów nie trzyma się tylko tych filmów, które polskiego wydawcy nie mają.
Osobiście bardzo nie podobają mi się tego typu akcje policji — nie wychodzi im łapanie prawdziwych przestępców, więc gonią studentów, aby starsi ludzie myśleli, że coś robią. Przy okazji robią to cholernie nieudolnie, zazwyczaj sami w tego typu akcjach łamią wielokrotnie prawo, itp. — po prostu żałosne.
Jednak ciężko zaprzeczyć temu, że takie serwisy, jak napisy.org naprawdę są i będą nielegalne i nie jest to jedynie spowodowane widzimisię pana Gutka, ale logicznymi, sensownymi argumentami.
by ulek
18 maj 2007 at 12:40
Jak mawiają — „Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. Może i ja zaczne poświęcać więcej czasu na naukę angielskiego…
by Patrys
18 maj 2007 at 13:44
II CKN 1399/00 — wyrok z dnia 23 stycznia 2003 r.
A skoro nie stanowi opracowania całości, to może być tylko i wyłącznie naruszeniem praw autorskich producenta oryginalnej wersji i nijak nie może być ścigane przez polskiego wydawcę.
by Cypherq
18 maj 2007 at 18:18
A czyje prawo naruszamy tłumacząc ścieżkę dźwiękową pirackiego filmu?
by Patrys
18 maj 2007 at 18:51
Cypherq:
A co to jest „piracki film?” Nielegalnie nakręcony?
by Cypherq
18 maj 2007 at 19:30
Znaczy, łamiący prawa autorskie. Czyli np. nielegalnie nagrany / udostępniony etc.
Pingback
by Zamknięcie napisy.org początkiem subtitles underground ? « Durnoty (i nie tylko)
18 maj 2007 at 21:18
[…] zdaniem najlepszym komentarzem w tej sprawie są słowa Patryka Zawadzkiego na jego blogu Room 303. Pozwolę sobie zacytować […]
by duddits
18 maj 2007 at 21:36
Ta sama gazeta.pl podaje również to:
http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4141129.html
Jak rozumiem sprawa tyczy się nielegalnego
rozpowszechniania, nie tego że nie wolno tłumaczyć
filmów na własny/znajomych użytek.
by duddits
18 maj 2007 at 21:43
Hm, po dodaniu komentarza dostaję coś
takiego:
http://dlugosz.eu/images/patrys-blog.png
by ulek
19 maj 2007 at 13:32
http://hacking.pl/pl/news-6680-Hakerzy_zaatakowali_serwis_policjapl.html
sytuacja robi się ciekawa
Pingback
by “Przedwczoraj policja zamknęła napisy.org, wczoraj hakerzy zamknęli policja.pl” at ITblog
19 maj 2007 at 13:48
[…] Nielegalne tłumaczenie — Room 303 […]
by abec
21 maj 2007 at 08:14
Moim zdaniem jest to złamanie praw autorskich. Tyle, że zamykanie serwisu nic nie da — napisy będą leżeć gdzieś za granicą/w torrentach/jeszcze gdzie indziej.
Nie byłoby lepiej się dogadać? Np. Gutek może skorzystać z tych tłumaczeń, a dodatkowo niech się wyświetla link z logo firmy — „Ten film dystrybuuje firma ABC. Tu możesz go kupić.”
Mam nadzieję, że Gutek i inni nie są tak naiwni, że wierzą, iż zwalczą divx-y i napisy do nich.
by bazyl
21 maj 2007 at 12:18
Ja sprawę widzę dość oczywistą.
Tak — tłumaczenie filmów nie jest nielegalne. Ale synchronizacja ich do nielegalnych kopii oraz samo publikowanie już jest.
Mimo to, w większości krajów cywilizowanych jest to swego rodzaju „martwe” prawo. Tak jak posiadanie nielegalnej kopii windowsa w domu. Dlaczego?
Ponieważ zarobek producenta (oparty na sprzedaży produktu) pozostaje niezachwiany, a piractwo, nomen-omen, często pomaga. Jeśli masz w domu nielegalnego windowsa, to przyzwyczajasz się do niego na tyle, że przy pracy, też z niego korzystasz. Proste, prawda?
Mnóstwo ludzi i tak kupi film/grę/program, która mu/jej się podoba.
Oczywiście nie dotyczy to w takim stopniu Polski jak zachodnich krajów. Jest to — oczywiście — powodowane stosunkiem zarobków do cen tychże produktów.
Cały ten fajans, podniesiony przez debili — dystrybutorów, wynika z faktu, że oni rzeczywiście czują, że tracą kasę. Polska mentalność zawsze była i zawsze będzie podążała krokiem szmalu. Więcej, za jak najmniej — najlepiej darmo.
Poleje się krew z całą pewnością. W metaforycznym rozumieniu tego słowa. Będzie wielka batalia, kolesi skażą, a światek tłumaczy/warezowiczów uderzy ze zdwojoną siłą.
Może być nawet tak, że wybuchną zamieszki.
Dlatego właśnie rozumiem obie strony. Bo obie są polakami (przez małe p). Pojęcie „mieć więcej” zaciemnia im oczy. Tłumacze chcieli troszkę sławy ukrytej pod płaszczykiem altruizmu, za co im się oberwie. A dystrybutorzy szumu, który ma zmusić ludzi do kupowania oryginałów. W rezultacie zaczną tracić, bo ludzie z niechęci przestaną kupować filmy/chadzać do kina, a kolejne trzy miliony Polaków, po douczeniu się angielskiego wyjedzie za granicę.
Ot i mała paranoja małego kraiku nad Wisłą.
by Brut[all]
21 maj 2007 at 12:31
Początkowo chciałem skomentować powyższy wpis, ale… chyba sobie daruję… ;-)
by BioZ
21 maj 2007 at 18:50
Żal komentować tę sprawę…
Walczmy z tym!
A tak z innej beczki, ktoś zna ip serwerów policji i FOTA’y?:>
by jpc
22 maj 2007 at 22:00
Patrys: Polecam zapoznanie się z szerszym kontekstem tego wyroku (wspomniane słowa padają pod koniec orzeczenia):
http://prawo.money.pl/orzecznictwo/sad-najwyzszy/wyrok;sn;izba;cywilna,ic,ii,ckn,1399,00,5568,orzeczenie.html
Moim zdaniem nie ma on takiego znaczenia, jakie mu przypisujesz.
Jeśli chodzi o korzyści dla twórców (szczególnie oprogramowania)płynące z masowego piractwa, to myślę, że to powinno się podciągać pod dumping. W końcu monopol na rynku tworzą zarówno legalne jak i nielegalne kopie, a na monopolu duże pieniądze zarabia producent. Ździera z firm i uczciwych, a przymyka oko na piratów, którzy szkolą mu klientów.
by moli
23 maj 2007 at 17:24
ja chcialbym zeby policjantom i wszystkim zamieszanym w sprawe schwytania tlumaczy ktos sprawdzil ich domowe komputery i zainstalowane na nich oprogramowanie. watpie zeby znalazl sie tam ktos kto nie ma jakiegos „pirata” chociaz teraz pewnie wyczyscili swoje maszyny az sie sprawa skonczy. Ja pamietam jak w moim malym miescie w sklepie komputerowym sprzedawali pirackie gry „spod lady” i policjanci tez sie tam zaopatrywali sam to widzialem wiec jest to „walka z wiatrakami” ale tak juz jest zeby policja po dupie od opini publicznej nie dostawala musi czasami cos zrobic bo gowno robia z prawdziwymi przestepcami przez ktorych ludzie gina albo traca dorobki zycia, to ich nie obchodzi bo z tego maja lewa kase pieprzeni sprzedawczyki. tego nie wyplewia tak jak narkotykow. chyba musi sie znalezc ktos kto da im teraz w lape ale kto to zrobi jak te tlumaczenia byly za darmo i nikt z tego nie czerpal korzysci finansowych??? zagadka…
by jpc
24 maj 2007 at 07:56
Tylko, że narkotyki szkodzą głównie temu co bierze, a kradzież własności intelektualnej to działanie na szkodę twórcy.
Złe prawo trzeba zmienić, a nie twierdzić, że powinno być łamane.
by Si
24 maj 2007 at 10:03
Skoro wykupili licencje na tlumaczenie, to niech teraz sprzedaja efekty swoich prac np w postaci napisow. Nie robia tego? Ograniczyli dostep do tlumaczen? To jest bezprawie.
by jpc
24 maj 2007 at 23:29
Si: nawet mi się nie chce komentować…
by HWDP
03 wrz 2008 at 16:24
HWDP takie powinno byc polskie prawo
Pingback
by Patryk Bąkowski “Dzieci kapitana Drake’a” | Liberalis
09 kwi 2010 at 17:58
[…] strażnik –Lipszyc –Rafi –wuzetes –netto –xiocpb łowca komuchów –siedem łowca komuchów –Room 303 –nieoceniony […]