Archiwalia dla 11.2007

Kino: Beowulf

Jeśli musicie iśc na ten film, to weźcie dużo dobrego piwa i najlepiej coś do palenia. Nie wątpię, że pół sali poszło tam tylko i wyłącznie ślinić się na widok renderingów gołej czterdziestolatki, ale niektórzy mieli nadzieję zobaczyć film na poziomie.

Cóż, ciekawa muzyka. Właściwie tutaj kończą się zalety nieszczęsnej ofiary ery CG. Maverick twierdzi też, że modele ładne, ja dalej upieram się przy zdaniu, że bliżej im do Shreka z gumowymi łokciami i plastelinową posturą, niż do żywych ludzi. Final Fantasy wypadł o niebo lepiej.

Animacja jest strasznie nierówna. Mamy ładne ujęcia z dynamiczną kamerą, a za chwilę widzimy oddział konnych, który gorzej wypadłby tylko, gdyby konie przez megafon krzyczały patataj, a jeźdźcy rytmicznie uderzali o siebie łupinami kokosów. Panowie, toż w World of Warcraft są naturalniejsze sekwencje jazdy na przeróżnej menażerii.

Mimiki w zasadzie brak, poza dwoma-trzema postaciami. Taniej było wszystkim przykleić tonę zarostu. Oszczędzili tylko brodę królowej, czemu zawdzięcza swój subtelny urok Arnolda Schwarzeneggera połączony z urodą Piasta Kołodzieja (z dokładnością do płci i fryzury).

Stroje z epoki? Z jednej strony dobrze, że autorzy nie ubrali królowej w stringi i top, co ostatnio zdarza się nawet w reklamach proszków do prania, z drugiej strony mało nie umarłem na widok czarownicy w szpilkach. Litości.

Z pewnością widziałem w życiu gorsze filmy, ten przynajmniej trzymał się fabularnie blisko pierwowzoru, ale mam nieodparte wrażenie, że konsole Xbox 360 i PlayStation 3 mogłyby go renderować w czasie rzeczywistym przy znacznie lepszym odwzorowaniu tak modeli i tekstur, jak samych animacji. Najlepszym dowodem na to jest choćby Heavenly Sword, którego zakup serdecznie polecam.

Drodzy deweloperzy dystrybucji…

Nie interesuje mnie, czy bazujecie na jądrze Solarisa, Linuksa, czy może BSD. Jeśli chcecie naprawić jakiś pakiet — bo się nie buduje — droga wolna — lokalne patche są często potrzebne.

Jeżeli zaś chcecie rozbudować program, czy ogólniej zmienić jego działanie, to róbcie to upstream. Gdyby każdy obywatel forknął każdy używany projekt i gdyby nawet wasze dzieci — i nie mówcie mi, że nie macie, bo zawsze możecie mieć (sprawdzić, czy nie ksiądz) — to byśmy żyli w takim burdelu, że wolałbym używać Windowsa.

Winni nie muszą się zgłaszać, bo pewnie nie czytają tego bloga. Podejrzewam też, że nie znają polskiego — tak, jak ja pospołu z autorami nie znam łatek nakładanych lokalnie. Przodują w tym panowie z Ubuntu, trzon peletonu stanowią zaś Novell, Sun i RedHat. Każdy z dużych ma generalnie w dupie, że autor pakietu nigdy nie dowie się ani o błędach, które załatali zainteresowani, ani o oczekiwaniach użytkowników.

Długofalowy efekt jest taki, że w Ubuntu wszystko działa inaczej, niektóre aplikacje mają problemy, które Novell u siebie poprawił trzy lata temu, a użytkownik nie ma się komu poskarżyć, bo przecież autor programu za cudze łaty spowiadał się nie będzie, autor zaś łatek od dwóch lat pracuje pewnie dla innej korporacji. Nie uwierzycie pewnie, ile radości sprawia szukanie łat w repozytoriach innych dystrybucji, kiedy bugzilla danego projektu świeci pustkami.

Postscript: Byliśmy dzisiaj w kinie na trzeciej części Resident Evil. Streszczenie filmu:

  1. Cela
  2. Cube 2
  3. Mad Max
  4. Szklana Pułapka
  5. www.Strach
  6. Mad Max
  7. Ptaki
  8. X-Men
  9. Mission: Impossible
  10. Gwiezdne Wojny
  11. Mad Max
  12. Pitch Black
  13. Liga Niezwykłych Dżentelmenów
  14. Star Trek
  15. X-Men
  16. Cube 2
  17. Matrix

Warto obejrzeć, poważnie. Brakowało mi tylko Generała Daimosa.

0×19 - dzień niedźwiedzia

Wszystkim, którzy pamiętali, dziękuję za tonę spamu na komórkę, który otrzymuję systematycznie od rana (właściwie to zacząłem otrzymywać jeszcze przed wyjściem z knajpy). Tak, to prawda, moje ostatnie prawdziwie nastoletnie urodziny (bo i jak komuś wytłumaczyć, że ma się A-naście?).

Jeśli jeszcze nie zorganizowaliście przyjęcia niespodzianki, to do wieczora macie szansę podjechać do mnie z tortem pełnym striptizerek. Pomysłów na prezent daleko szukać nie trzeba. Holler at me! ;)

Dear lazyweb…

Jestem szczęśliwym posiadaczem dwóch konsol — PlayStation 2 i PlayStation 3. Byłbym jeszcze szczęśliwszy, gdybym posiadał jeszcze więcej gier. Oczywiście, wychowałem się z joystickiem w ręce i pewnie mógłbym z radością przebrnąć przez wszystkie wydane tytuły, ale jest jeden problem.

O ile mordowanie tłumów za pomocą katany Onimushy i kopanie raperskich tyłków w DefJam Icon sprawia mi wiele radości, często zdarza się sytuacja, w której w pokoju znajduje się mnoga liczba potencjalnych partycypantów zabawy, toteż dobrze byłoby uruchomić coś mniej zobowiązującego niż Dragon Quest 8 i mniej angażującego intelektualnie od Okami. Nie każdy też chce przed zabawą nauczyć się wszystkich 100+ ciosów wybranej postaci w Tekkenie.

Jak zapewne domyślacie się, w potrzeby idealnie wpasowuje się Katamari, mam też oczywiście Super Rub ‘a’ Dub, ale gdzie dalej? Kiedy przeglądam ofertę, to wydaje mi się, że wydawcy gier na Xboksa i PS3 uznali, że skoro konsole mają świetną grafikę i dostęp do internetu, to ludzie przestali się spotykać przy piwie.

Drogi lazywebie, szukam gier, w które można pograć na jednej konsoli i przy jednym telewizorze. Tak, wiem, że Warhawk ma tryb dzielonego ekranu nawet dla czterech graczy, jednak nie spełnia powyższych wymagań. Tak, też czekam na LittleBigPlanet i Beautiful Katamari. Pomóżcie ;)

SynPrezesa kontratakuje

Przed chwilą odebrałem telefon z nieznanego numeru. Okazało się, że po drugiej stronie słuchawki siedzi (a może stoi) nie kto inny, jak sam SynPrezesa™. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, co może porabiać tak sławna i znamienita niegdyś osobistość, to uspokajam was, że pozostał w biznesie.

Zmieniają się czasy, zmieniają się również platformy, dlatego dziś otrzymałem — uwaga — propozycję pracy jako — większa uwaga — programista Java. Cóż, niestety moja porywczość sprawiła mi kolejny przykry zawód i okazało się, że z tak intratnej propozycji zrezygnowałem jeszcze nim dowiedziałem się, że są skłonni pójść nawet na takie ustępstwa, jak podniesienie stawki do dwóch tysięcy (netto!).

Nie wiem, jak wy, ja jestem finansowo zbyt cienki na takie honory. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to zapraszam, postaram się przekazać kontakt — a nie wątpię, że chętni nachodzić będą mnie jeszcze przez dekady, również w toalecie. Żeby nie było wątpliwości, stawka jest w polskich złotych, a nie w funtach brytyjskich.

Uszu mych dobiegły również wieści, jakoby obecnie zespół składał się z dwóch osób tyrających za półtora tysiąca. W rolę szefa zespołu owych ofiar wcielił się nie kto inny, jak sława błękitnego ekranu, nasz mityczny już niemal heros. Zasłużony w walce z pracą, postępem i przedsiębiorczością oraz dzielnie stawiający opór rozsądkowi (i inflacji, jak widać powyżej).

Cóż, pozostaje mi życzyć powodzenia i liczyć na to, że nie jest to zespół sprawujący pieczę nad jakąkolwiek usługą użyteczności publicznej. Choć z drugiej strony, gdyby tak zatrudnił ich ZUS, mielibyśmy w końcu szansę wyzbyć się bagażu przeszłości i zrezygnować z obowiązkowego łożenia na emerytury. Kto wie, kusząca wizja…