Monthly Archive for 06.2008

Konsolowo - wymiana dysku

Niedawno stanąłem przed problemem posiadania zbyt wielu gier. O ile w czasach PlayStation 2 i wcześniejszych jedynym ograniczeniem była pojemność kart pamięci, tak w czasach, gdzie większość tytułów wymaga instalacji (PS3), udało mi się w końcu zbliżyć do magicznej bariery 40 gigabajtów.

Rozwiązanie? Wymiana dysku. Pierwszy raz spotkałem się ze sprzętem, którego producent jawnie umożliwia wymianę dysku we własnym zakresie. Instrukcja obsługi konsoli zawiera przewodnik, jak krok po kroku wyjąć firmowy dysk i włożyć w to miejsce inny. Duży plus.

Zakup dysku początkowo odkładałem do czasu powrotu z wyjazdu urlopowego, jednak mój ojciec (również posiadacz PS3) postanowił mnie sponsorować i wczoraj podrzucił mi do biura nowiutki dysk i obudowę na poprzedni. Po powrocie do domu przyszedł czas na zabawę. Włączenie konsoli, backup danych na dysk USB, wyłączenie konsoli, odłączenie zasilania i przystąpienie do podmiany.

Małym minusem okazała się za to precyzja, z jaką poskładano konsolę. O ile odkręcenie niebieskiej śrubki, mocującej kieszeń dysku wewnątrz konsoli, nie było problemem, o tyle wyjęcie dysku z kieszeni wymagało użycia kombinerek. Śruby mocujące dysk trzymały tak mocno, że próba użycia odpowiedniego krzyżaka skończyła się szybko w obawie o wyszczerbienie łebka śruby.

Dalej już tylko wyjęcie oryginalnego Hitachi 40 GB i podmiana na 2,5″ Samsunga 250 GB. Ponowne włączenie konsoli, format nowego nośnika, przywrócenie backupu z dysku USB i gotowe. Pozostało tylko wkręcić poprzedni dysk do kieszonki i sprzątnąć kłaczki kurzu, które wdzięcznie wypadły z wnętrza konsoli razem z firmowym dyskiem.

DreamHost zaprasza

Właśnie dostałem maila od obsługi DreamHosta. Dostałem (pewnie podobnie jak reszta) pięć zaproszeń. Szczegóły poniżej (celowo zostawiam ostatni punt, żeby nikt nie pomyślał, że staramy się kogoś naciągnąć):

… they will get all these super special advantages not available any
other way:

  • They will get four (4) times the normal disk and bandwidth!
  • If they choose our five-year plan, they’ll get $150 off!
  • If they choose our ten-year plan, they’ll get $200 off!
  • YOU will still earn a full $97 for each person who signs up!

Jeśli ktoś jest zainteresowany i chciałby wspomóc GeneratedContent, to namiary można zostawić w komentarzach albo wysłać na adres patrys at pld-linux org.

Banshee 1.0

Banshee 1.0

Śliczny i wygodny. Autorzy Rhythmboksa mają teraz sporo do nadrobienia.

Spisek przeciwko Blipowi?

Z całym szacunkiem dla reuptake, nie bardzo widzę sens jego ostatniej notki. Vagla pisze bardzo sensownie i nie jest to tekst poświęcony w połowie twitterowi i 100 innym rzeczom. Vagla wskazuje na to, co dzieje się z pierwowzorem Blipa i co któregoś dnia może spotkać i wersję polską. Właściwie pokazał, że już pojawiły się pierwsze (bez względu na to, czy to żart) próby wykorzystania API serwisu do wydobywania prywatnych informacji.

Jasne, można się spierać o to, że przecież serwis wyraźnie zaznacza, że cała treść jest publicznie dostępna. Problem w tym, że ludzie bez wiedzy informatycznej mają na ten temat swoje własne wyobrażenia. Kto z szarych blipowiczów jest świadom faktu, że raz wysłana i usunięta wiadomość mogła w międzyczasie zostać zindeksowana za pomocą API przez niezależny serwis? Ile osób wie, że treści wysłane na Blipa mogą nagle pojawić się w wynikach wyszukiwania Google? Na przykład podczas rutynowego sprawdzania potencjalnych kandydatów do pracy?

To co dziś jest prywatną opinią w zamkniętej dyskusji lub żartem wysłanym do kolegi, wyrwane z kontekstu może nieoczekiwanie zaatakować w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej w postaci pytania dlaczego uważa Pan, że nasz kluczowy partner jest — cytuję — do dupy? To są rzeczy, o których mało kto teraz myśli. Do złudnego poczucia prywatności przyczynia się też funkcja usuwania wysłanych wcześniej statusów. Jest bardzo użyteczna w przypadku poprawiania literówek, ale na niewiele zda się, gdy przypadkiem chlapniemy więcej, niż chcielibyśmy powiedzieć stojąc z megafonem na dachu pobliskiego targowiska.

Na Blipie prywatność nie istnieje, nie da się jej też nic stamtąd skutecznie usunąć i trzeba się z tym pogodzić. Jeśli masz wstydliwy sekret, to użyj telefonu albo komunikatora z silnym szyfrowaniem. Proste — w teorii. Problem oczywiście leży gdzie indziej. Ludzie zawsze będą strzelać sobie w stopę, niezależnie, czy damy im do ręki komputer, czy flamaster, o czym dobitnie świadczą własne numery telefonów komórkowych, pozostawiane na przystankowych wiatach przez siedemnastoletnie krejzolki i hasła do przeróżnych systemów informatycznych, pieczołowicie przyklejane na żółtych karteczkach do biurowych monitorów.