Ha, jeszcze żyję! Nie miałem ostatnio zbyt dużo czasu na prowadzenie bloga. Powodów było wiele — Little Big Planet, pomoc przy serwisie e-Lady, Little Big Planet, duży projekt dla Zurichu i impreza z okazji mojego upgrade’u do wersji 0.26. Chyba dobrze, bo parzyste wydania są stabilne.
Skoro jestem już staruchem, to pozwólcie, że udzielę wam rady, przez którą przemawiają dziesięciolecia doświadczenia. Nauczcie się używać Gita, warto. Zwłaszcza, jeśli w tym momencie pomyśleliście sobie a po co — znam ci ja wszak Subversion?
Ciężko byłoby mi wymienić, ile razy git uratował moje szanowne cztery litery w ciągu tylko tego roku. Najprostszy przykład mam jednak na wyciągnięcie ręki. Wyobraźcie sobie, że dostajecie serwis w spadku po tragicznie znikniętym deweloperze (tragicznie wykonal pracę i zniknął). Kilka giga śmiecia — pliki pe-ha-pe wymieszane z szablonami, grafiką, plikami do pobrania.
Cały ten bajzel bez ładu i składu poupychany w dziesiątki katalogów o dźwięcznych nazwach: includes
, modules
, files
, pliki
, integracja.
Kopiować przez SSH nie ma sensu, bo życia by nie starczyło, wrzucić całość do kontroli wersji? Narzędzie importu SVN ubiłem po godzinie, gdy nadal czekałem na prośbę o komentarz do zmian.
Skończyło się na lokalnej kompilacji Gita, zainicjowaniu repozytorium w katalogu z projektem i dodaniu tylko sensownych plików (html, php, css). Całość trwała w sumie z pięć minut i świat znów stał się kolorowy (dłuższa styczność z PHP oprócz kolorowych wizji może być również powodem halucynacji, przed użyciem skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą).
Jeśli więc i ty trafisz kiedyś na projekt, który jest wzorcową implementacją specyfikacji z The Daily WTF i nigdy nie widział systemu kontroli wersji, przypomnij sobie o Gicie i uczyń świat lepszym miejscem dla naszych dzieci.


by CoSTa
17 lis 2008 at 19:56
Patrys, z tego wszystkiego mnie zainteresowały wzmianki o LBP :). Warte wydanych na to pieniędzy?
by Patrys
17 lis 2008 at 21:14
Pewnie, że warte. Chociaż ja nic nie wydałem, bo moja lepsza podarowała mi LBP na urodziny (oboje się śliniliśmy do tej gry jeszcze jak grałem w wersję beta).
by krzysio
18 lis 2008 at 00:25
git rządzi, nawet gdy cała reszta firmy pracuje na SVN. Przykład z życia wzięty, raz czy dwa w tygodniu tak bywa:
Przybiega ktoś z bugiem do naprawienia w projekcie który mam aktualnie rozdłubany maksymalnie. Zakładając, że nie zrobiłem sobie (lokalnego) brancha wcześniej mogę na chwilę odłoźyć sobie zmiany na bok (git stash), zrobić up z svn (git svn rebase), poprawić buga, wrzucić do svn (git commit; git svn dcommit) i wrócić do swojego burdeliku (git stash pop).
Gdy używałem svn było niby tak samo, ale jednak inaczej:
svn diff > ~/tmp-diff; svn up; zmiany; svn commit; patch –p0 < ~/tmp-diff. Efekt ten sam, ale o ile wygodniej robi się to gitem ;)
by jpc
18 lis 2008 at 01:23
svn vs. git. ok.
a co z git vs. np. mercurial?
PS. Ja rozumiem, że ewangelizacja ciemnej masy, ale co z tymi co się oświecili już wcześniej tyle, że na inny kolor? ;-)
by Patrys
18 lis 2008 at 01:29
jpc:
Kolor nie gra roli tak długo, jak długo narzędzia są łatwo dostępne — tzn. da się je zbudować w obcym systemie bez roota i da się je odpalić pod Windows, Linuksem i OS X :)
by jpc
18 lis 2008 at 03:56
Ładnie tak naśmiewać się z darcs-a i Haskella? ;]
by GDR!
18 lis 2008 at 07:24
Niestety wiem o którym z projektów mówisz, i żałuję że nie wpadłem na ten pomysł kiedy męczyłem się z nim wcześniej.
by Patrys
18 lis 2008 at 10:08
GDR:
Nie ty jeden, połowę znajomych tam w komentarzach znalazłem ;)
by offtza
20 lis 2008 at 10:15
„[…] Wyobraźcie sobie, że dostajecie serwis w spadku po tragicznie znikniętym deweloperze (tragicznie wykonal pracę i zniknął). Kilka giga śmiecia — pliki pe-ha-pe wymieszane z szablonami, grafiką, plikami do pobrania. […]”
Ła! Dlaczego przypominasz mi stare dzieje?! Łaaaa!