Romantyczne danie dla dwojga: hot-dog à la cuda techniki

Niniej­szym prezen­tuję pierw­szy w historii tego bloga prze­pis. Nie panikuj­cie jed­nak, jest to prze­pis godny informatyka.

Sprzęt i składniki

  • Mikrofalówka z funk­cją grilla (opiekacz/funkcja crisp)
  • Bułki do hot-dogów (2–4 na głowę)
  • Parówki (np. Ber­linki z ostrym chili albo parówki sojowe)
  • Ser gouda
  • Pikle
  • Cebula
  • Sałata
  • Prażona cebulka (gotowa, w słoiczku)
  • Keczup
  • Musz­tarda

Przy­gotowanie

Czas przy­gotowania: 5 minut na por­cję. Jed­nocześnie mogą jeść 2 osoby.

Dwie bułki naciąć. Ułożyć zamknięte na pod­stawce do opiekania, obok nich ułożyć dwie parówki. Opiekać przez 1–1,5 minuty. Następ­nie bułki odwrócić i opiekać ponow­nie przez 1–1,5 minuty.

Po wyjęciu bułki otworzyć i posmarować musz­tardą. Następ­nie umie­ścić w nich parówki i położyć na nich po dwa plasterki sera. Wyłączyć w mikrofalówce tryb gril­lowania i całość pod­grzewać przez około minutę, do stopienia sera.

Po wyjęciu do środka włożyć liść sałaty, 1–2 plasterki cebuli i pikle. Całość polać keczupem i posypać prażoną cebulką.

Zeżreć hot-dogi, następ­nie wszyst­kie czyn­no­ści powtórzyć. Robienie więk­szej ilo­ści jed­nocześnie mija się z celem, bo jedzenie szybko stygnie.

18 Responses to “Romantyczne danie dla dwojga: hot-dog à la cuda techniki”


  • Parówki z indyka (indyk­pol) są świetne (prawie tak dobre jak „jedynki”, a o niebo tań­sze), nadadzą się tutaj? -.-’

  • Nadadzą się każde, które da się włożyć do mikrofalówki. Odpadają więc blaszane parówki i metalowe kabanosy.

  • <>

    A co z parów­kami. Też obracać ?

  • Obrać, mikrofalówka nie lubi folii ale lepiej je uprzed­nio ugotować i wystudzić — będą lep­sze ciepłe-psy. -.-’

  • o bosz.. obrać/obracać ;x

  • Okrut­nie skom­plikowana procedura… to ja już chyba wolę pizzę bez cudów tech­niki, trwa wielo­krot­nie dłużej, ale można zrobić raz i star­czy na 2 do full i jesz­cze na śniadanie zostanie.

  • wariat:

    Fak­tycz­nie, w porów­naniu z robieniem pizzy jest to nie­po­mier­nie skom­plikowana procedura. Wyrabianie ciasta droż­dżowego jest niczym w porów­naniu z koniecz­no­ścią obrócenia bułek w połowie opiekania.

  • Ale warto porów­nać rów­nież efekt koń­cowy jed­nego i drugiego ;-)

    Anyway, ciasto wyrabia mi mik­ser — no bo bez prze­sady, i pomijając czas de facto wyprodukowanie pizzy nie jest dużo bar­dziej skom­plikowane — jeśli roz­pisać produk­cję hot doga jak Ty powyżej, gdzie każda naj­mniej­sza czyn­ność jest uwzględ­niona, a prze­pis na pizzę skrócić w kilku miej­scach do np. „Położyć na cie­ście dużo róż­nych rzeczy na jakie ma się akurat ochotę.” :D
    No i ma tę nie­zaprzeczalną zaletę, że nie trzeba gotować w trak­cie jedzenia.

  • Sojowe parówki?!?
    To ja wolę kit z okien… przy­naj­mniej nie jest modyfikowany genetycz­nie.
    I w dodatku smakuje kitem.

    Bo te parówki na pewno nie smakują parówkami.

  • Kam:

    Nie­którzy są wegetarianami. Do tego wyobraź sobie, że ist­nieje cała gama produk­tów z soi nie­modyfikowanej genetycz­nie. A sojowe parówki smakują jak pasz­tet — prze­testowane na sobie.

  • Nie chcę wywołać flame’a ale nie ma czegoś takiego jak coś sojowe zrobione z soji nie­modyfikowanej genetycz­nie.
    Każda ‘ekologiczna’ uprawa w europie i USA ma zanieczysz­czenia na poziomie 15% — bo żaden „zdolny” ina­czej rol­nik nie pomyślał, że modyfikowana się roz­sieje na nie­modyfikowaną rosnącą w okolicy.

    Druga sprawa — dla wegetarian soja jest zbęd­nym zapychaczem. Ani to to nie dostar­cza odpowied­niej ilo­ści białka ani węglowodanów ani tłusz­czów (potrzeb­nych do prawidłowego działania organizmu człowieka).

    Nie jestem fanem mięsa, nie znoszę parówek ale ponad wszystko nie tknął bym czegoś zrobionego z soi co ma imitować coś zupeł­nie innego. Jak soja to tylko pełne ziarna, które samemu potem się prze­rabia. Cała reszta to dziadostwo i masakra dla organizmu. Zdecydowanie lepiej polubić bób, fasolę i groch.
    Proszę zapytaj dobrego dietetyka — potwier­dzi moje słowa.

    A do hot-doga zamiast takich ‘parówek’ lepiej wsadzić pod­duszonego bakłażana pociętego w długie paski albo pod­smażone na głębokim oleju w cie­ście pieczarki :)

  • Aha, parówki sojowe są złe, bo są nie­zdrowe. W prze­ci­wień­stwie do hot-dogów i całej idei fast-foodów. Nie­którzy jadają też to, co im smakuje.

  • Kam: „na głębokim oleju w cie­ście pieczarki” — To już chyba bar­dziej pod zapiekankę pod­chodzi.. :) Ciekawi mnie jak to smakuje, możesz opisać jak to zrobić?

  • Widzę, że dys­kusja roz­wija się w nie­prze­widzianym kierunku. Jeśli chodzi o produkty sojowe — nie dla wegetarian — to polecam kotlety sojowe (z paczki) z dodat­kiem pod­smażonych pieczarek i wędzonego boczku (wszystko zmik­sowane razem). Rewelacja! Tylko trzeba eks­perymen­tować z ilo­ścią wody, musi być wyraź­nie mniej niż w prze­pisie, bo się roz­lecą, ale nie za mało bo … też się roz­lecą :D Tak to już jest z żarciem z paczki :D

  • A gdzie fotka ciepłych psów? :)

  • Kam, bądź tak uprzejmy i smyr­nij mi namiary na swojego bloga
    na
    wp.pl

  • Zboczeńcu — sojowe? o.O

  • Kam:
    A pieczarki w cie­ście na głębokim tłusz­czu, to są zajebi­ście zdrowe– raz głęboki tłuszcz, dwa ciasto nasiąk­nięte tłusz­czem, trzy pieczarki. Nie ma upraw pieczarek bez chemii(wiem, bo znam osobi­ście byłego hodowcę pieczarek). Bakłażana z działki, gdzie nie używa się żadnych sztucz­nych nawozów tez raczej nie dostaniesz, chyba, że masz znajomego rol­nika, który ma ekologiczne uprawy. Wolę soję, przy­naj­mniej, w odróż­nieniu tych grzybów z samą chemią, ma jakieś war­to­ści odżyw­cze. Poza tym, skąd wniosek, że modyfikowane genetycz­nie produkty nie są zdrowe? Nie ma na to żadnych dowodów, to tylko jeden z wielu „sprzedających się” haseł. Od kiedy genetyka jest gor­sza niż faszerowanie chemią?

Leave a Reply