Właśnie wróciliśmy z seansu najnowszego Holmesa. Wróć, Sherlocka. Zanim jednak zacznę torturować ofiarę — prezent dla zmotoryzowanych: tylko teraz razem z poniższym tekstem otrzymasz nowiutkie spoilery. Czas promocji ograniczony!
Zostaliście ostrzeżeni.
Już od pierwszych kilku minut filmu staje się jasne, że główny bohater nie ma nic wspólnego z miłym panem w kraciastej czapce, jakiego znamy. Ma za to cięty język, krótki zarost i współlokatora, z którym robią sobie na złość, a którego związki niszczy z lubością. Do tego nie radzi sobie z kobietami, pije i zamyka się w sobie, kiedy tylko zabraknie mu ciekawych przypadków. Brzmi znajomo?

I tak pozostaje przez cały film. Ale to jeszcze nie koniec nowego image’u, bowiem skąd miałem wiedzieć, że ten gość to jakiś cholerny cygański Muhammad Ali?

Nie, nie pomyliłem filmu.
Czy to zły film? Pewnie nie. Czy to zły Holmes? To jest tragiczny Holmes — sprowadzony do postaci kolejnego Indiany Jonesa. Właściwie to jest to wzorowy Indiana Jones. Źli dostają po ryjach, główny zły nosi płaszcz Gestapo, a w całym filmie nie ma ani śladu kosmity. Fanom powieści detektywistycznych polecam w zamian wypożyczyć niedościgniony dotąd Vidocq z 2001. roku.


by Reinmar
20 sty 2010 at 02:17
Ja poszedłem na Sherlocka z nadzieją, że to będzie niezła komedia z dowcipem w stylu House’a, a po obejrzeniu mam mieszane uczucia — styl House’a jest i to w ilościach trochę przesadzonych, ale dowcipu w tym brak. I o ile pierwsze jest dla mnie zaletą tego filmu, bo jestem miłośnikiem doktorka, to drugie… no cóż — poza akcją (chaotyczną nota bene) w tym filmie jest niedużo.
Tak jeszcze dla wyobrażenia jak silnie się autorzy Sherlocka wzorowali na serialu. Szedłem na film po kilkudniowym maratonie House’owym i miałem wrażenie miejscami jakbym oglądał jakieś retrospekcje z chorej głowy House’a.
by yanoo
20 sty 2010 at 11:24
Jakbyś chłopie się zainteresował, to byś wiedział, że House był wzorowany na postaci Sherlocka, więc nie wiem skąd to zdziwienie.
by Greg
20 sty 2010 at 11:33
Dla mnie to było odświeżające odejście od konwencji. Dobre kino akcji, dobre zdjęcia, miejscami dowcipny (np. przyśpieszenie tego wielkoluda po rażeniu prądem ;)). House’a nie oglądam, więc może przez to miałem większą przyjemność z oglądania tego filmu?
by Patrys
20 sty 2010 at 12:17
yanoo:
House jako człowiek rozwiązujący zagadki, nie House jako kolega Wilsona, którego wiecznie wykorzystuje i któremu rujnuje związki. Poza tym House ma zabawne poczucie humoru.
Sherlocka pamiętam raczej jako spokojnego flegmatyka, który w kraciastej czapce z fajką w zębach prowadził spokojne wywody logiczne, zamiast doszlifowywać swój kunszt Krav Maga.
by Piotr Lewandowski
20 sty 2010 at 14:32
@Patrys: a to cię akurat dziwić nie powinno: Sherlock jakiego znasz, to Sherlock „flegmatyczny anglik way” (i mi ten pasuje najbardziej) a ten nowy Sherlock, to efekciarski „holywood way”… :D
by Patrys
20 sty 2010 at 14:37
Piotr Lewandowski:
Moje zdanie o tym nowym wizerunku jest takie:
- What schools did you finish, Holmes?
– Elementary, my dear Watson.
by Piotr Lewandowski
20 sty 2010 at 14:47
@Patrys: jeżeli te Elementary dotyczy poziomu jaki w filmie prezentuje NOWY Sherlock (filmu nie oglądałem) to nie mam nic do dodania :D
by hiena
26 sty 2010 at 00:06
@Patrys: Holmes jest utalentowanym skrzypkiem i bokserem („Znak czterech”). Holmes jest narkomanem — kokaina i morfina a sadzac po charakterystycznej fajeczce zazywa tez opium („Zaginiony sportowiec”). Niestety flegmatyczny Holmes, ktorego znasz to skrzywiony obraz stworzony przez aktorow. Glownym „winowajca” jest tu William Gillette, ktory zaczal ubierac charakterystyczny plaszcz (http://en.wikipedia.org/wiki/Inverness_cape), przywdzial kapelusik mysliwego oraz zmienil fajke opiumowa na taka elegancka zakrecona (http://en.wikipedia.org/wiki/Smoking_pipe_%28tobacco%29#Calabash) :)