Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania — Copernicus

30. wrz 2005

Model biz­ne­sowy mojej nie­szczę­snej szkoły (a trak­tuję ją bar­dziej jak miej­sce ucieczki przed armią naszą nie­po­ko­naną, niż jako źródło jakiej­kol­wiek wie­dzy) z całą pew­no­ścią jesz­cze nie­jed­no­krot­nie mnie w życiu zasko­czy, choć przy­znać muszę, że ich ostatni wybryk powa­lił mnie na kolana.

Jako cał­kiem nie­zły (uchwa­lono decy­zją jed­no­oso­bo­wej komi­sji ze mną w skła­dzie) infor­ma­tyk w ogól­nym tego słowa zna­cze­niu, z przed­mio­tami kie­run­ko­wymi daję sobie radę cał­kiem nie­źle. Pozo­stałe, jak mikro­eko­no­mia, makro­eko­no­mia, pod­stawy prawa Unii Euro­pej­skiej, czy mar­ke­ting, zali­czam w oko­li­cach oceny dosta­tecz­nej. Nie­stety, ostat­nio noga powi­nęła mi się na egza­mi­nie z pod­staw i metod zarzą­dza­nia. Cóż — zda­rza się — pomy­śla­łem i zaczą­łem przy­go­to­wa­nia do egza­minu popraw­ko­wego. Główna bolączka tej sytu­acji to utrata upraw­nień do pobie­ra­nia sty­pen­dium, ale nie prze­ją­łem się tym spe­cjal­nie po infor­ma­cji, że sty­pen­dium za lipiec otrzy­mam naj­wcze­śniej w listo­pa­dzie. Nie­chyb­nie pie­nią­dze za kolejny semestr wpły­nę­łyby już na konto moich wnu­ków (a nad­mie­nić należy, że póki co nic nie wia­domo mi o ich istnieniu).

Na egza­min popraw­kowy wyru­szy­łem pewny sie­bie i cał­ko­wi­cie odstre­so­wany — nie ma co się bać na zapas, a — w razie czego — został mi jesz­cze jeden ter­min. Zapła­ci­łem też z dwu­dnio­wym wyprze­dze­niem 50 PLN za moż­li­wość przy­stą­pie­nia do wyżej wspo­mnia­nego. Jak każdy cywi­li­zo­wany infor­ma­tyk, pie­nią­dze puści­łem elik­si­rem przez inter­net. Jakież było moje zdzi­wie­nie, gdy oka­zało się, że sza­le­nie miła (czy­taj: aro­gancka) pani w dzie­ka­na­cie sta­now­czo odmó­wiła mi wyda­nia potwier­dze­nia doko­na­nia opłaty (a biu­ro­kra­cja w owej pla­cówce oświaty sta­nowi, że bez owego świstka nie powi­nie­nem nawet poka­zy­wać się na oczy egza­mi­na­to­rowi). Otóż pani skarb­nik nie­far­tow­nie udała się na zapla­no­wany urlop wypo­czyn­kowy, toteż na uczelni zapa­no­wał nie­opi­sany wprost chaos, a naj­tęż­sze nawet umy­sły bez jej pomocy nie były w sta­nie okre­ślić, czy fak­tycz­nie zapła­ci­łem. Trzeba było iść zapła­cić na poczcie — usły­sza­łem na pocie­chę. Do egza­minu nie może pan przy­stą­pić, ale za to nie potrą­cimy panu opłaty za drugi ter­min, bo do pierw­szego pan nie przy­stę­puje. Cóż, dobre i to.

Drugi ter­min egza­minu wypadł w sobotę, 24. wrze­śnia. Z głową pełną wie­dzy na temat stra­te­gii, tak­tyki i pla­no­wa­nia, a także wię­cej niż świa­dom zagad­nień zwią­za­nych z róż­nymi sty­lami zarzą­dza­nia, wyru­szy­łem dziar­sko w kie­runku uczelni. Pre­wen­cyj­nie przy­je­cha­łem z lek­kim wyprze­dze­niem, by ode­brać zale­głą kar­teczkę — swoją prze­pustkę do kra­iny szczę­ścia. Niczym klapa od sedesu w pod­miej­skim sza­le­cie, szczęka moja opa­dła w pobliże obu­wia, kiedy to ta sama pani prze­ka­zała mi kolejny rado­sny komu­ni­kat. Nie może pan przy­stą­pić do egza­minu, prze­cież zapła­cił pan tylko za pierw­szy ter­min. Drugi ma pan nieopłacony.

To nie­sa­mo­wite, jak ludz­kie poglądy potra­fią się zre­for­mo­wać na prze­strzeni zale­d­wie dwóch mie­sięcy. Przy­po­mnia­łem jej tedy zezna­nia, jakie zło­żyła w mojej obec­no­ści, a o któ­rych mowa w poprzed­nim aka­pi­cie. To z pew­no­ścią nie byłam ja, to pew­nie moja kole­żanka się nie zna i tak panu powie­działa. Powstrzy­ma­łem się z tru­dem, aby nie dodać tak, pew­nie dzwo­niła do mnie z urlopu. Pani posu­nęła się w swych żartach dalej i zasu­ge­ro­wała mi, że mogę jesz­cze zapła­cić w kwe­stu­rze, a w ogóle to trzeba było w pierw­szym ter­mi­nie iść zapła­cić na poczcie. W związku z tym, że pod koniec mie­siąca rzadko mie­wam nad­mia­rowe fun­du­sze, gotówki do szkoły nie noszę, kwe­stura kart nie akcep­tuje, a ja już zapła­ci­łem za ten egza­min, podzię­ko­wa­łem i za tę opcję.

Dowie­dzia­łem się, że moja nie­sub­or­dy­na­cja spo­wo­duje koniecz­ność powta­rza­nia przed­miotu w kolej­nym seme­strze, co wiąże się z koniecz­no­ścią zapła­ce­nia dodat­kowo 200 PLN. Nie­stety, do dziś nie wiem, za co zapła­ci­łem poprzed­nich 50, bo jeśli trak­to­wać układ pomię­dzy mną a szkołą jak tra­dy­cyjną rela­cję klient-dostawca usług, to żadnej usługi w zamian nie uświad­czy­łem, nie licząc oczy­wi­ście humo­rów pra­cow­nicy dzie­ka­natu. Uśmiech­ną­łem się wtedy tak sztucz­nie, jak tylko byłem w sta­nie się uśmiech­nąć i uda­łem się w kie­runku drzwi. Pani zawo­łała za mną jesz­cze: i co, zamie­rza pan iść na egza­min bez zezwo­le­nia? Bez waha­nia odpo­wie­dzia­łem zatem: nie, zamie­rzam napi­sać na panią skargę. Na jej pełne zdzi­wie­nia słu­cham? wyrwało mi się (przy rek­to­rze) już tylko gło­śne p!3#dol się.

Gdy­bym ja w ten spo­sób trak­to­wał swo­ich klien­tów, to dziś jedyne płyty, jakich bym słu­chał, byłyby jed­no­cze­śnie ele­men­tami nośnymi któ­re­goś z wro­cław­skich mostów. Nie mówię już o tym, że żywił­bym się wyłącz­nie pro­duk­tami w stu pro­cen­tach natu­ral­nymi, jak gąsie­nice, gołę­bie i nie­do­pałki. Nie­stety, zasada płacisz-wymagasz nie obo­wią­zuje w szkolnictwie.

There are 22 comments in this article:

  1. 30. wrz 2005Igor says:

    A ja nie kumam po co meczysz sie w jakims prywt­nym homo­czyms, zamiast dostac sie na AE i prze­bim­bac 5 lat bez wiek­szego pro­blemu (mozesz nawet stu­dio­wac inf i eko­no­me­trie i miec wykłady z Pascala :-) )

  2. 30. wrz 2005marcoos says:

    Rek­to­rem jest u was prof. Kisilewicz? :)

  3. 30. wrz 2005Patrys says:

    Tak jest.

  4. 1. paź 2005qwiat says:

    Przed­mity eko­no­miczne bolą czło­wieka (a infor­ma­tyk czło­wie­kiem po dwa­kroć ;] ) jak „drza­zga w chuju”, pomyśl Igor ile trzba by się wycier­pieć na takiej AE.

    PS Nie mam nic abso­lut­nie do ludzi z AE. :)

    PPS Na uczel­niach pań­sto­wych też potra­fią mieć czło­wieka a nic.

  5. 1. paź 2005pascon says:

    Na uczel­niach pan­stwo­wych tym bar­dziej — nie pla­cisz i dupe zawracasz.

  6. 1. paź 2005superfrog says:

    Nawia­sem mówiąc, a’propos armii. O ile pamię­tam, w tej chwili, weszła ostat­nimi czasy nowe­li­za­cja, wystar­czy rok odro­cze­nia, aby zostać auto­ma­tycz­nie prze­nie­sio­nym do rezerwy.

  7. 1. paź 2005Jerrec says:

    ROTFL — to u was dzie­ka­nat bywa cza­sem dostępny dla studentów??

    Na Uni­wer­sy­te­cie Łódzkim dzie­ka­nat jest insty­tu­cją mityczną; indeksy zosta­wia się pod koniec roku u straż­nika przy wej­ściu, a on je potem zapewne zawo­dzi do domu prodziekana.

  8. 1. paź 2005s says:

    Hehe ;) A mój zna­jomy miał komi­sję dys­cy­pil­narną na tej sza­cow­nej uczelni, ponie­waż prze­miłe panie z dzie­ka­natu oskar­żyły go o bycie prze­zeń lżo­nymi. W skład komi­sji wcho­dził JM rek­tor Kisiel, który z miej­sca ode­zwał się w te słowa: „No wie pan, to też ludzie są. Tro­chę im sza­cunku się należy. Niech pan ich następ­nym razem nie wyzywa. Ma pan u mnie upo­mnie­nie. Do widze­nia panu.”

  9. 1. paź 2005Nina says:

    U nas w dzie­ka­na­cie pra­cują bar­dzo miłe panie — nie licząc prze­okrop­nej Helgi (zwa­nej rów­nież Panią Dyrek­tor, która tak naprawdę nie ma w szkole nic do powie­dze­nia, a mimo to wciąż wszyst­kich roz­sta­wia po kątach).

    Pierw­sza poprawka u nas zawsze jest dar­mowa, za kolejne trzeba pła­cić, ale to też kwe­stia podej­ścia wykła­dowcy danego przed­miotu. Pani od sta­ty­styki u któ­rej nie­któ­rzy zda­wali egza­min popraw­kowy po 15 razy — robiła tak, że pła­cili tylko za tę poprawkę na któ­rej zali­czyli przed­miot ;) — na każ­dej innej mieli po 15 — 20 min, żeby się roze­znać czy są w sta­nie zali­czyć to w tej chwili :)

    Ale ze szko­łami to ostat­nio źle się dzieje — cho­ciażby Wyż­sza Szkoła Rze­mio­sła Arty­stycz­nego, któ­rej to byli stu­denci mają (wg opi­nii rek­tora tej uczelni) długi wyso­ko­ści nawet 30 tys PLN :>

  10. 1. paź 2005hash says:

    To nie bylo zabawne, ale, sie usmia­lem,

    ja nie mam pro­ble­mow w dzie­ka­na­cie,

    wla­sci­wie to ja mam tam chody :D

  11. 1. paź 2005listek says:

    @superfrog: coś chyba musiało Ci się pomy­lić… bo ja zaglą­dam do mojej ksią­żeczki, strona 13, pkt 8, adno­ta­cje służ­bowe:

    war­szawa śródm.

    odro­cze­nie od dnia 21.04.2005 do dnia 30.09.2009r.

    i zgod­nie z tym co pamię­tam kazali mi co roku poka­zy­wać się z papier­kiem, że jesz­cze stu­diuję (choć nie rozu­miem po co mi to w takim razie wpi­sy­wali takie „odroczenie”;)

  12. 1. paź 2005meanall says:

    Poprzed­nio też stu­dio­wa­łem na Wyż­szej Szkole Infor­ma­tyki i Zarzą­dza­nia. Tyle, że w Bielsku-Białej. Skoń­czyło się to przy­godą z dzie­ka­nem na „Ana­li­zie mate­ma­tycz­nej”. Był 3 semestr i egza­min z wspo­mnia­nego wcze­śniej przed­miotu. Opu­ści­łem kilka zajęć i pan dzie­kan nie­omiesz­kał mi tego wypo­mnieć. Dzień przed egza­mi­nem z tego przed­miotu, 15 minut przed koń­cem zajęć, wziął mnie do tablicy i kazał roz­wią­zać zada­nie z przy­szłego semestru/przedmiotu. Oczy­wi­ście nie wie­dzia­łem nic na temat tego czego Pan Dzie­kan wyma­gał. Nie dosta­łem żadnej oceny nega­tyw­nej… tylko pyta­nie: „Czy wie Pan, Panie Patryku jak Pan sie teraz czuje?” — wie­dzia­łem, ale nie powie­dzia­łem :) Dzie­kan skwi­to­wał odpo­wie­dzią za mnie: „Tak jak poju­trze, zapra­szam na egzamin.” :)

    Następ­nego dnia posze­dłem oczy­wi­ście na egza­min… napi­sa­łem wszyst­kie 3/3 wyma­gane zada­nia. Kiedy dzie­kan spraw­dzał prace po egza­mi­nie… a kole­dzy kle­pali mnie po ple­cach gra­tu­lu­jąc „pią­teczki” — bo wszyst­kie zada­nia oczy­wi­ście były dobrze. Dzie­kan popro­sił mnie o index i wpi­sał … 2. Bo jak stwier­dził „My mam y już ocenę uzgod­nioną, prawda?” ;]

    Pocią­gną­łem tam do 6 seme­stru… na 7… wyda­jąc wtedy 700zł mie­sięcz­nie na cze­sne… i nie skoń­czy­łem tej uczelni. BO NIE.

    Od tego czasu zbie­ram na wyrzut­nie rakiet ziemia-ziemia.

    pozdra­wiam ;)

  13. 2. paź 2005superfrog says:

    @listek: http://www.biuletyn.mon.gov.pl/start.php?page=1040000000

    Według regu­la­cji, które wejdą w życie od 3 stycz­nia 2006 r., armia będzie mogła wezwać pobo­ro­wego do odby­cia zasad­ni­czej służby woj­sko­wej tylko przez 18 mie­sięcy od dnia sta­wie­nia się do poboru lub zgło­sze­nia się do WKU w spra­wie ure­gu­lo­wa­nia sto­sunku do służby woj­sko­wej. Jeżeli przez ten czas pobo­rowy nie dosta­nie „biletu” lub nie sko­rzy­sta z odro­cze­nia – zosta­nie auto­ma­tycz­nie prze­nie­siony do rezerwy. Na tej samej zasa­dzie pobo­rowi, któ­rym skoń­czy się odro­cze­nie, będą prze­no­szeni do rezerwy po upły­wie 18 miesięcy.

  14. 2. paź 2005MiLKA says:

    Patrys, no pro­sze. Tak samo lubisz ten dzie­ka­nat jak ja :) Ja w ten sam spo­sob mam w plecy wyklad z przed­miotu „Pro­jek­to­wa­nie i Wdra­ża­nia Sys­te­mów Infor­ma­tycz­nych” z Cho­ro­siem. Który to już bedzie semestr? 5?

  15. 3. paź 2005Patrys says:

    Ja wła­śnie zaczy­nam czwarty (2,5 roku stu­dio­wa­łem wcze­śniej w Insty­tu­cie Infor­ma­tyki Uni­wer­sy­tetu Wrocławskiego).

  16. 3. paź 2005MiLKA says:

    to pomy­li­łem się o jeden :-) Ja powi­nie­nem być teraz na 7 seme­strze, ale urlop dzie­kań­ski biore :-)

  17. 3. paź 2005Patrys says:

    Ja powi­nie­nem już być inży­nie­rem od dawna ;]

  18. 3. paź 2005pomyślunek says:

    boślu­nek

    „Boś Lunek”

  19. 5. paź 2005HoBBit °¸° says:

    # Patrys powie­dział: Ja powi­nie­nem już być inży­nie­rem od dawna ;]

    ————-

    ja tez !:>

    ————-

  20. 6. paź 2005bartek says:

    gdzie ty stu­diu­jesz, stary ?

  21. 6. paź 2005Greybrow says:

    Ja tam pod­stęp­nie ata­ko­wa­łem panie z dzie­ka­natu kwia­tami. Po któ­rymś razie pozna­wały mnie nie tylko na widok mój, ale i przez tele­fon :)

    Zaczęło się od tego, że stu­diu­jąc mie­ście odle­głym o marne 75km, a dzwo­niąc z domu, zapy­ta­łem się tele­fo­nicz­nie o plan zajęć, a dokład­niej czy moja grupa ma zaję­cia czy nie. Odpo­wiedź była oczy­wi­sta: „Pro­szę sobie zoba­czyć na tablicy przed dziekanatem”

  22. 7. paź 2005dxOne says:

    poli­buda w sto­licy. wydzial Elek­tryka i Takie­tam Idio­ty­zmy.

    maly banal jak obie­gowka. otoz bedac stu­den­tem infor­ma­tyki i nie odwie­dza­jac nigdy zadnej uczel­nia­nej bibloteki(nie posia­dajc karty w skro­cie) trzeba miec wypis z biblo­teki wydzialu che­micz­nego. i jesz­cze kilku, ale ich nazw juz nie pamie­tam.

    jesli masz szcze­scie i tra­fisz na milego pana w glow­nej powie ci ze maja teraz „sys­tem” i moga spraw­dzic inne biblo­teki, jesli nie to row­nie mila pani poin­for­muje Cie jakie to wojaze musisz odbyc.

    to oczy­wi­scie tylko jeden z tysiaca odcin­kow obo­ze­bie­gowki.

    nie­dlugo minie rok od tam­tych wyda­rzen, a ja nadal nie mam swo­ich papierow.

Write a comment:

Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 2.5 Poland
This work by Patryk Zawadzki is licensed under a Creative Commons Attribution-NonCommercial-ShareAlike 2.5 Poland.